Wokół Kotliny 2006

Barbara Witek, Rajd Konny „Wokół Kotliny Kłodzkiej” 2006.
Wokół Kotliny 2006We wrześniu 2006 roku dane mi było uczestniczyć w rajdzie konnym wiodącym wokół Kotliny Kłodzkiej. Rajd zorganizowany był przez ośrodek jeździecki „Rancho Stokrotka” mieszczący się w Łężycach koło Dusznik Zdroju. Rajd zaplanowany był jako tzw. ekstremalny. Innymi słowy zrezygnowaliśmy z całego zaplecza technicznego jakie zazwyczaj towarzyszy rajdom tj. transportu bagaży uczestników pomiędzy miejscami noclegów, sztywno określonych miejsc noclegów itp. Oznacza to bardzo mocne ograniczenia w ilości bagaży zabieranych ze sobą, zarówno pod względem wagi jak i objętości oraz noclegi przeważnie „pod chmurka”. Równocześnie jednak takie rozwiązanie daje znacznie większą swobodę.
Popas nad WambierzycamiCała grupa liczyła pięć koni i pięciu jeźdźców. Wszystkie konie należały do ras tzw. małych koni. Były to: dwa hucuły, konik polski i dwie krzyżówki konika polskiego. Konie tych ras świetnie sprawdzają się w górskim terenie, charakteryzują się niewybrednością i odpornością na warunki atmosferyczne. Konie te ujeżdżone były w stylu western. Korzystaliśmy też z westernowych kulbak i ogłowi z mecate. Siodła westernowe – skonstruowane w celu spędzania w nich wielu godzin dziennie – sprawdzają się w czasie rajdów znakomicie. Ich konstrukcja umożliwia łatwe zamocowanie sakw: mniejszych na rożku z przodu i większych z tyłu. Oprócz tego do takich siodeł przytroczyć można jeszcze inne niezbędne rzeczy.

Góra Świętej AnnyZ uwagi na wspomniane ograniczenia wagowe i objętościowe każdy z uczestników zabierał jedynie śpiwór, pałatkę wojskową – służy i za namiot i za pelerynę (przykrywającą również siodło czego nie zapewniają nam kurtki przeciwdeszczowe), folię ratunkową oraz niezbędne ciepłe i przeciwdeszczowe ubrania. Do spania rozkładaliśmy na ziemi folię ratunkową, a następnie zamiast karimat kładliśmy grube czapraki spod siodeł. Czasami w miejscach noclegów znajdowały sie wiaty turystyczne, nie rozbijaliśmy wtedy pałatek tylko spaliśmy w owych wiatach.

Dla koni noc jest nie tylko czasem odpoczynku ale i pasienia się, w związku z tym dla zapewnienia im jak największej swobody nie były one wiązane. Wieźliśmy ze sobą duży zwój białego sznurka z którego każdej nocy, wykorzystując pnie drzew i maszty od pałatek, stawialiśmy ogrodzenie. Konie cały rok stoją za ogrodzeniem z białego sznurka z prądem, co pozwala jakiś czas wykorzystywać wyrobiony w ten sposób respekt dla sznurka. Oczywiście po paru dniach bardziej rozgarnięte zwierzęta doskonale zdają sobie sprawę z faktu, że tym razem prądu nie ma i dlatego całonocne warty przy zwierzętach są niezbędne.

Wiadukt w ŻdanowieWyruszyliśmy rankiem zaraz po osiodłaniu koni. Sakwy i resztę rzeczy, przytroczyliśmy dzień wcześniej. W miarę możliwości staraliśmy się w trakcie całego rajdu ściągać siodła też bez odtraczania sakw i reszty rzeczy. Co prawda potrzeba wtedy trzech osób do osiodłania jednego konia, ale w znaczący sposób pozwala oszczędzić czas. Pierwszego dnia trasa wiodła z Łężyc, przez Góry Stołowe, Chocieszów, następnie przez Wzgórze Kwarantanny do Ścinawki. W Ścinawce oglądaliśmy ruiny Zamku Kapitanowo. Na wieczór dotarliśmy do Nowej Rudy, gdzie w zaprzyjaźnionej stajni Overo zostaliśmy bardzo ciepło przywitani i zostaliśmy na nocleg. Następnego dnia przywitani piękną pogodą ruszyliśmy dalej w kierunku Dzikowca. Za Dzikowcem pożegnaliśmy asfalt i kontynuowaliśmy podróż malowniczą trasą dawnej Kolei Sowiogórskiej.

Nocleg pod Bardem(Opis kwestii „wiaduktowych” pozostawiam otwarty z racji różnych poglądów na tę sprawę ;-)) Trasa ta jest wyjątkowo malownicza i warta zobaczenia. Podkłady kolejowe zostały usunięte jest wiec możliwe pokonanie jej konno. Minęliśmy wieś Żdanów i powyżej na łąkach urządziliśmy południowy popas.

RadochówTrzeciego dnia rankiem pojawiliśmy sie w Bardzie. Przeprowadziliśmy objuczone konie przez centrum miasta wzbudzając niemałą sensację i uzupełniliśmy zapasy jedzenia. Minąwszy Bardo wjechaliśmy w Góry Bardzkie szlakiem rowerowym. Na tym odcinku szlak był bardzo kamienisty i często zsiadaliśmy i prowadziliśmy konie. Południowy popas wypadł nam na Przełęczy Podzameckiej z której rozciąga się wspaniały widok na Kotlinę Kłodzką. Na Przełęczy Kłodzkiej minęliśmy drogę nr 46 do Paczkowa i Nysy i wjechaliśmy w Góry Złote. Zdecydowaliśmy się nocować na polu namiotowym przy Jaskini Radochowskiej. Tego dnia byliśmy w siodle najdłużej i pod koniec dnia dał się zauważyć wyraźny kryzys. Jednak warto było zdobyć się jeszcze na parę chwil w siodle, bo wygody jakie czekały na nas na polu namiotowym (zadaszona wiata i strumień – dla nas, a wspaniała trawa – dla koni) wynagrodziły wszystko.

KrowiarkiNastępnego dnia po zrobieniu zakupów w Trzebiszowicach wjechaliśmy w pasmo Krowiarek. Pogoda troszeczkę się popsuła i pojawiła się lekka mżawka. Pomimo tego przejazd przez Skowronią Górę dostarczył nam naprawdę pięknych widoków gór. Zjeżdżając w kierunku Czarnej Góry minęliśmy malownicze ruiny kościoła. Zdecydowaliśmy się objechać Czarną Górę. Nocleg pod ŚnieżnikiemNocleg wypadł nam na Dzialcowych Łąkach. Z racji bardzo silnego wiatru na przełęczy skwapliwie skorzystaliśmy ze znajdującej sie tam wiaty i położyliśmy się spać na ławkach i stole – – a przynajmniej ci którym starczyło miejsca ;-).

Rankiem ruszyliśmy przez Żmijowiec w kierunku Śnieżnika. Ten poranek dostarczył nam chyba najpiękniejszych widoków. Było piękne poranne słonce, bezchmurne niebo i tylko przez szczyt Śnieżnika przetaczały się śnieżnobiałe chmury. To są chwile dla których warto się troszeczkę potrudzić. Schronisko na Śnieżniku(Szkoda jedynie, że ten miły nastrój został zburzony przez przyjęcie jakie czekało nas w schronisku na Śnieżniku. Widocznie cześć obsługi tego schroniska najwyraźniej nie uważa aby konieczne było kulturalne zachowanie się wobec swoich klientów. Cóż, co kraj to obyczaj…)

Dalej nasza piękna trasa wiodła przez Mały Śnieżnik na Przełęcz Puchacza. Strome zejście po skalnych stopniach dostarczyło nam nie lada emocji. Kolejny raz tez hucuły dowiodły ile są warte w takim terenie i że są do tego stworzone.Zejście na Przełęcz Puchacza Należy dodać,że reszta koni przeszła tę trasę również bez problemu. Po popasie na przełęczy, ruszyliśmy przez Trójmorski Wierch w kierunku Boboszowa. W Boboszowie czekał na nas nocleg w Modrzewiowej Osadzie. My mieliśmy wreszcie okazję skorzystać z łazienki, a konie dostały pasze treściwą. O ile my ruszyliśmy szturmem pod prysznice, o tyle konie – wbrew temu czego można by się spodziewać – były średnio zainteresowane owsem ;-).

Szóstego dnia z małymi perturbacjami zaczął sie nasz powrót. Dwa psy naszych gospodarzy nie mając pojęcia, że tym razem nie jest to godzinny spacer tylko dwudniowa podróż w jedną stronę, postanowiły wybrać się z nami. Aż do Międzylesia nie dały sobie wytłumaczyć istoty problemu i zostały interwencyjnie zabrane samochodem do swego domu.

RóżankaZ Międzylesia pojechaliśmy do Różanki, gdzie uzupełniliśmy zapasy w bardzo miłym sklepiku w zasadzie nie zsiadając nawet z koni. Następnie szlakiem niebieskim pojechaliśmy w kierunku jaskini Jama Solna, którą – oczywiście bez koni – zwiedziliśmy. Dalsza trasa wiodła koło Zamku Szczerba, przez Przełęcz nad Porębą do Chatki Sylwestrowej Politechniki Wrocławskiej. Ostatnia więc noc spędziliśmy pod dachem. Pod wieczór kompania sie powiększyła jako że na nocleg dołączyło jeszcze do Chatki dwóch turystów.

Ostatniego dnia wracaliśmy przez Góry Bystrzyckie w kierunku Dusznik Zdroju. Po drodze zbieraliśmy grzyby na kolację i oswajaliśmy się z myślą, że to koniec naszej wyprawy.

ChatkaI tak wieczorem, siódmego dnia podróży wróciliśmy szczęśliwie do domu, czyli na „Rancho Stokrotka” w Łężycach. Przejechaliśmy łącznie (nie licząc różnic wysokości) ok. 200 km i objechaliśmy dookoła Kotlinę Kłodzką. Podziwialiśmy lasy i jesienne łąki, chmury i strumienie. Na nocnych wachtach widzieliśmy jak konie srebrzą sie w świetle księżyca. Każdy z nas chciałby aby ta wspaniała podróż trwała dalej. Ale tak to już jest, że trzeba powracać aby móc wyruszyć ponownie.