2018 5
Sie
Wędrówki bliskie i dalekie

Wakacje. Jak pogoda pozwala to wędrujemy. Bliżej i dalej. Czasem w większej grupie, czasem w mniejszej. Czasem tam, gdzie nas jeszcze nie było, a czasem tam, gdzie już byliśmy. Jak na przykład w Piekle, ale tym razem w 7 ludzi, 2 psy i 2 konie.

A czasem jest więcej ludzi, bo aż 11 i 4 psy, jak podczas wędrówki na Homole przez Leśną:

2018 9
Lip
Tam i z powrotem

A droga wiedzie w przód i w przód,
Choć się zaczęła tuż za progiem –
I w dal przede mną mknie na wschód,
A ja wciąż za nią – tak jak mogę…
Znużone stopy depczą szlak –
Aż w szerszą się rozpłynie drogę,
Gdzie strumień licznych dróg już wpadł…
A potem dokąd? – rzec nie mogę.

Na wschód! Tam musi być jakaś cywilizacja! Ta myśl przyświecała nam przy planowaniu najdłuższych do tej pory, bo aż 10 dniowych stokrotkowych wakacji. Oczywiście nie byłoby to możliwe, gdyby nie Tomek, który zgodził się zostać z całym naszym inwentarzem (psy wyłączając) i za co mu z tego miejsca ponownie serdecznie dziękujemy!

A jak było? Intensywnie. 4 różne miejsca „na dłużej”, dużo dreptania, lasów, rzek i jezior, mało ludzi. Ale może po kolei…

28/29 czerwca. Wyjechaliśmy na noc. 3 kierowców, jeden śpi gdy dwóch czuwa, więc nie był to większy problem, choć do przejechania około 650km… Nawigacja pod sam koniec (od Drohiczyna) prowadzi nas po szutrowych drogach, ale bez problemu docieramy na miejsce o 7 rano. Gosia w Choroszczewie wita 🙂 Po średnio przespanej nocy cały dzień się obijamy, nie licząc zwiedzania posesji i wieczornej lekcji koszenia.

30 czerwca. Pojawia się propozycja odwiedzenia rodziców Michelle w Wiesce, 40km od miejsca, w którym jesteśmy. Ponieważ Miśka spędziła tam pół dzieciństwa i zna tam każdy kamyk, chce nas zabrać na długi spacer. Odpalamy maszynę i jedziemy. Na miejscu, po krótkiej socjalizacji, ruszamy w teren z psami. Lasy, łąki i Bug zajmują nam kilka godzin. Po szybkim obiedzie (z tego miejsca dziękujemy za gościnę!) ruszamy w drogę powrotną. A wieczorem jeszcze ognisko i integracja.

1 lipca. Znów wyprawa, tym razem do Mielnika, gdzie przeprawiamy się promem do Zabuża, a następnie wędrujemy nadbużańskimi lasami i łąkami. Potem powrót do Mielnika, wchodzimy jeszcze na Wzgórze Zamkowe i do kopalni kredy, a w drodze powrotnej zahaczamy jeszcze o Świętą Górę prawosławia – Grabarkę.

2 lipca. Dzień wita nas strugami deszczu. Za to na śniadanie marzenie każdego dziecka – naleśniki z lodami! (zostały z dnia poprzedniego, lodówkę trzeba wyłączyć, a zabrać nie bardzo się da) Żegnamy się z Gosią (baaardzo dziękujemy za gościnę!!!) i ruszamy do Białowieży. Pogoda nie jest łaskawa, więc decydujemy się najpierw zmoknąć, a potem suszyć. Czyli najpierw spacer na Dziedzinkę, a potem muzeum BPN i jakiś obiad. Ale nie chce przestać padać… Nocujemy na kempingu – miało być pod namiotem, ale udaje nam się wyżebrać mały pokoik, który zajmujemy dość szczelnie. Wieczorem deszcz słabnie, więc robimy szybki wypad na Szlak Dębów Królewskich gdzie widzimy jelenia.

3 lipca. Sytuacja deszczowa znośniejsza. Oglądamy rezerwat pokazowy żubrów i ruszamy dalej. Ponieważ Droga Narewkowska jest zamknięta, jedziemy do Narewki naokoło przez Hajnówkę. Zostawiamy samochód i dreptamy na Carską Tropinę – w sumie ~14km. Nie spotykamy żywej duszy (również zwierzęcej), jedynie ślady i świeżą kupę żubra. Późnym popołudniem wyruszamy dalej. Nawigacja wymyśla sobie drogę przez Augustów i powyżej, w pewnym momencie jesteśmy 30km od Suwałk, ale potem już na zachód i o zachodzie słońca lądujemy w Dobrej Woli nad jeziorem Szostak. Po rozbiciu obozu odwiedzamy Sylwię, zjadamy zupę a Miśka sprawdza wyniki matur – zdała 🙂

4 lipca. Rano pływamy w jeziorze i zapoznajemy się z jego fauną, a później odwiedzamy ponownie Sylwię i wybieramy się na spacer po okolicy. Korzystając z gościnności gotujemy obiad i żarcie dla psów, a potem wracamy do naszego obozu nad jeziorem, gdzie wieczorem odwiedza nas Sylwia i ogniskujemy.

5 lipca. Po porannym pływaniu i pożegnaniowej kawie wyjeżdżamy z Dobrej Woli (dziękujemy za miłe przyjęcie!) i kierujemy się na zachód. Naszym celem są Wilkiejmy koło Jezioran, gdzie czekają na nas Ela i Wojtek oraz ich liczny zwierzyniec. Docieramy koło drugiej, witamy się z gospodarzami, końmi, kotami, psami i kozami (Simoną i uratowanym z pożaru Popiołkiem). Integrujemy się trochę a potem wyruszamy na spacer nad jezioro.

6 lipca. W okolicy nie ma sensownego lasu! Po konsultacji z OpenStreetMaps decydujemy się jechać do Międzylesia i podreptać po ogromnym lesie z zatopionymi w nim jeziorami, w tym z bardzo ciekawym jeziorem dystroficznym Błotnik. Aparat został pod wiatą w Wilkiejmach, więc zdjęć brak 🙂 Po powrocie wrzucamy kajaki na przyczepę, przyczepę podpinamy do busa i całością zestawu (szkoda, że nie zmierzyliśmy długości…) wyruszamy nad jezioro. Wiosłujemy do samego zachodu słońca, a wieczorem partyjka Cytadeli 🙂

7 lipca. Zbyt gorąco, żeby robić coś sensownego. Rano odwiedzamy ekojarmark w Jezioranach, gdzie zaopatrujemy się w sery przeróżne i słuchamy plotek. Potem strugamy konie naszych gospodarzy, a na zakończenie jedziemy baaardzo terenową drogą nad jezioro. Ostatnie pływania ludzi i psów, ostatnie łowienia wodnych stworów i po pożegnaniu z gospodarzami (z tego miejsca dziękujemy serdecznie Eli i Wojtkowi za gościnę!) ruszamy do domu. 680km, rozkopany Olsztyn, Płock nocą itp. 60km od celu  nasz stokrotkobus odmawia posłuszeństwa i ostatni kawałek pokonujemy rozbici na dwie drużyny – jedna na lawecie, druga z Tomkiem, który nie zważając na wczesną porę przyjeżdża po nas do Niemczy.

8 lipca. Odsypiamy. Okazało się, że droga nad jezioro była zbyt terenowa i urwaliśmy silnik. Cud, że nie wypadł na drogę i przejechał jeszcze ponad 600km…

Powyższy opis sprawia wrażenie, jakbyśmy wszędzie biegali w ekspresowym tempie. W rzeczywistości było znacznie wolniej, spokojniej i bez spieszenia się gdziekolwiek…

2018 15
Cze
Wstąpił do piekieł, po drodze mu było

Jak to w powiedzeniu – średnio po drodze, bo przedreptaliśmy tym razem ok. 20km. Piekło (Peklo u Nového Města nad Metují) to rezerwat przyrody o powierzchni ponad 300ha znajdujący się pomiędzy Novým Městem nad Metují, Náchodem i Českou Čermnou u zbiegu rzek Metuje i Olešenky, które tworzą w tym miejscu głębokie ( ponad 200m! ) wąwozy porośnięte głównie lasem bukowym.

Nasza wędrówka do Piekła wyglądała tak (czerwone – tam, zielone – z powrotem):

Tuż nad Jarkowem natknęliśmy się na kwitnące lilie bulwkowate:

Następny etap wędrówki to Borova, a tam… konie, kozy i krowy, które oczywiście dopraszały się o zdjęcia 😉

Zaraz za wsią natknęliśmy się na jeden z licznych bunkrów:

A potem przez las i wkrótce dotarliśmy nad wąwóz Olešenki, gdzie niebieski szlak meandruje zboczami Koziego hřbetu…

… żeby w końcu zejść w dół, do rzeki, a wzdłuż niej do osady Piekło:

W Piekle 🙂

No i droga powrotna – mało urozmaicona, a poza tym rozładowała się  bateria w aparacie:

2018 4
Cze
Pańska Góra

Znów wybraliśmy się gdzieś podreptać. Tym razem kawałeczek dalej – na Pańską Górę:

(fioletowe – tam, czerwone – z powrotem)

Upał był niemiłosierny, na szczęście trochę wiało miejscami. Najpierw wejście na Taszowskie Górki i postój na granicy, a potem schodzimy do Oleśnicy:

I znów pod górkę, żeby w końcu u celu, na szczycie, zjeść coś w rodzaju obiadu i się poobijać 🙂

No i czas na powrót. W drodze ścigała nas burza, ale w końcu gdzieś zaginęła bez wieści. Za to przedzieraliśmy się przez dziesiątki zwalonych pni po wczesnowiosennej wichurze i natknęliśmy się na rój pszczół na ścianie kaplicy w Jerzykowicach Małych:

Skoro niebezpieczeństwo burzy minęło, zatrzymaliśmy się na chwilę nad zalewem w Lasku Miejskim, gdzie kto chciał się pomoczył 🙂

I jeszcze trochę…

Aż w końcu nie pozostało nam nic innego, jak wrócić wolnym krokiem do domu 🙂

2018 18
Lut
Skalna zima

Zima taka dziwna – raz jest, raz jej nie ma. Tym razem trafiliśmy na moment, w którym była 😉 i wybraliśmy się w Teplickie Skały.

2017 14
Wrz
Trzy psy na skale

(z opóźnieniem ze względu na poprzedni wpis…)

Sezon warsztatowy. Co oznacza, że od czwartku do niedzieli pracy mamy aż nadto, ale w pozostałe dni można się gdzieś wybrać. Tym razem padło na krótką trasę Lisia Przełęcz – Narożnik – Kopa Śmierci – Skały Puchacza (niebieski) – Białe Skały (zielony) – Lisia Przełęcz (żółty):

Postanowiliśmy wybrać się z psami, bo ze względu na zwiększoną pojemność nowego stokrotkobusa wszystkie trzy mogą podróżować komfortowo:

A resztę wycieczki niech opowiedzą obrazki – miłego oglądania 🙂

2016 8
Lut
Karnawał jaskiniowców

Końcówka karnawału, więc tradycyjne tłustoczwartkowo-ostatkowe gwiazdki. No i wycieczka całą ekipą. To może najpierw wycieczka? Do jaskini?

Karolinie obiecaliśmy zdjęcie na blogu, więc ma osobno, nie w jakiejśtam galerii. I ze szkieletem niedźwiedzia jaskiniowego w tle:

Karolina na blog

A po jaskiniowych zmaganiach gwiazdki smażone na oleju. Przepis prosty:

  • szklanka mąki
  • szklanka wody/mleka
  • 2 jaja
  • cukier waniliowy
  • 3 łyżki cukru
  • łyżka oleju

Miksujemy na gładką masę o konsystencji ciasta naleśnikowego, rozgrzewamy olej i foremkę. Cała sztuka w odpowiedniej temperaturze – za niska lub za wysoka i gwiazdka się nie odklei.

... i do konsumpcji