2018 8
Kwi
Wieczorny bal

Wiosna, czyli sezon warsztatowy. Warsztaty rzadko ostatnio goszczą na blogu, bo z założenia opisujemy życie pozawarsztatowe. Ale czasem jest inaczej bo ciężko zdecydować, które jest które 😉 … Tak jak podczas właśnie zakończonych warsztatów „Najpierw wytresuj kurczaka”.

Warsztaty przebiegały normalnie do momentu kiedy…

… okazało się, że jedna z uczestniczek, Ewa, ma urodziny. I to nie byle jakie, bo 40!

Trzeba było zorganizować bal. No więc zorganizowaliśmy. I to nie jeden, tylko dwadzieścia. Pozostało je tylko poukładać w wiacie 🙂

I można było kontynuować świętowanie przy ognisku. A na zakończenie warsztatów jak zwykle wspólna fotka balujących:

2017 9
Maj
Kosim, choć trawy brak

Zimno jak na początek maja, ale co tam! Niektóre uczestniczki właśnie zakończonych warsztatów z permakultury okazały się na tyle uparte, że postanowiły zostać jeszcze trochę dłużej, żeby zapoznać się z tajnikami koszenia kosą alpejską. Wprawdzie oficjalne warsztaty są pod koniec czerwca, ale oddolna inicjatywa wymusiła zrobienie edycji specjalnej 🙂 Zaczęliśmy od teorii, ostrzy, kosisk, klepania itp. (co nie zostało udokumentowane, zainteresowanych odsyłam np. tu ) aby płynnie przejść do praktyki na ujeżdżalni. Jak wiadomo dobre opanowanie ruchu to podstawa!

W miarę postępów apetyty na prawdziwą trawę wzrastały, pomimo tego, że z nią akurat marnie – zimny kwiecień spowodował, że była raczej symboliczna…

Kosiareczka

2017 6
Maj
Permakultura po raz czwarty

Od kopania fundamentów po wstawianie szyb i o Od Parapetu po Samowystarczalność czyli niemal zakończony projekt budowlany (o którym niedługo…) i kolejna edycja warsztatów z permakultury. 🙂

Gotowe do posadzenia wykiełkowane ziemniaki, sadzonki sałaty, brukwi, buraków, selera, cebuli, pora, brokułów, jarmużu, kiełki dyń i zioła – wszystko znalazło się kolejno na swoich miejscach czyli przygotowanych od połowy i od zera ściółkowanych polach typu „Posadź, pościel i zapomnij aż do zbiorów”, wyniesionych warstwowych rabatach bez kopania, w przydomowej szklarni i w butelkowym ogrodzie pionowym. Wszystko dzięki uczestnikom w liczbie 10ciu przygotowanym wykładami o samoregulujących się ekosystemach, nieinwazyjnych i wydajnych uprawach na różną skalę, współczesnym przemysłowym rolnictwie, potrzebach roślin i planowaniu własnego ogrodu.

Dzięki Monice zapłonęło wieczorem ognisko, a z drewnianego pieńka, kawałka drutu, Kuby i siekiery powstał szwedzki palnik (Niestety nie zostało to uwiecznione, ale o palniku widzę było tu)

 

…dzisiaj bal,

…tylko koniowi, tylko koniowi żal.

 

2016 21
Gru
I znów w parku…

Pomału staje się to „nową świecką tradycją” – raz w roku dajemy się skusić na poprowadzenie jakichś warsztatów w Stajni W Parku. Z każdym rokiem jednak rośnie ilość podróżujących z Jarkowa do Grzegorzowic. Dwa lata temu podróżowałem sam, a tym razem już we czwórkę! To jednak chyba na razie górny limit, bo ktoś musi zostać w Jarkowie (padło na Dużego Kubę, jako że nie ma żadnej swojej działki w prowadzeniu „Partnerstwa Doskonałego”, bo tym razem na te warsztaty zostaliśmy zaproszeni).

Pomni zeszłorocznych doświadczeń tym razem zdecydowaliśmy się na podróż pociągiem, która minęła bez zakłóceń. Tym razem zarezerwowaliśmy sobie dodatkowy „dzień przed” (czwartek) na relaks i ogarnięcie warsztatów od strony logistycznej.

No a w piątek już do roboty… W zasadzie cały dzień zajęły nam wykłady (skończyliśmy chyba po 21). W sobotę i niedzielę już mieszane z praktyką. Dużo można by opisywać ale tyle się działo i tak szybko, że ani się obejrzeliśmy i już była niedziela wieczór. A w poniedziałek powrót do Jarkowa.

Dziękujemy Mai, Danusi i Kubie za miłe przyjęcie, pyszne jedzenie i super atmosferę. Oczywiście kursantom dziękujemy nie mniej – mamy nadzieję, że się jeszcze spotkamy!

2016 3
Paź
Traktat o łuskaniu fasoli

Końcówka września to zazwyczaj koniec sezonu – przynajmniej jeśli chodzi o warsztaty kurczakowe. Warsztaty „Jeden świat, wiele umysłów” rozpoczęły się normalnie i nic nie zapowiadało, że nasze mroczne knowania zostaną zdemaskowane…

Wydawało się, że dyskretne wprowadzenie fasoli jako zajęcia dla rąk podczas wieczornych dyskusji nie wzbudzi niczyich podejrzeń…

Niestety! Marysia odkryła, że taki jest prawdziwy cel istnienia warsztatów: zapędzić kursantów do niewolniczej pracy przy łuskaniu fasoli! Na szczęście wobec obfitości napoi wzbogacanych w chmiel nikt jej obserwacji nie wziął na poważnie… Jednak poczucie winy nie dało nam spać i w zamian za wyłuskaną fasolę oddaliśmy do adopcji 6 kur, które pojechały do Miejsca Bez Internetu.

2016 26
Cze
Przedwakacyjny pokos

Sezon warsztatowy zamykają, podobnie jak w ubiegłym roku, warsztaty koszenia kosą alpejską. Wprawdzie nie doczekały się jeszcze ładnej nazwy (może ktoś ma jakieś propozycje?), ale nowa świecka tradycja już powstała i po raz kolejny gościliśmy śmiałków chcących zgłębić arkana tej niełatwej, ale wdzięcznej sztuki.

Początek

Sobota zapowiadała się upalna, więc postanowiliśmy skoncentrować wszystkie zajęcia teoretyczne w dwa bloki (przed i po południu), tak aby praktykę zacząć ok. 19, kiedy temperatura będzie nadawała się już do życia. Po wszystkich zawiłościach dotyczących ostrzy, kosisk i kosiarza przyszedł czas na naukę klepania…

P6250086

P6250095

 

… ostrzenia …

P6250111

 

P6250113

… a w końcu ćwiczenia praktyczne na placu:

P6250155

W niedzielę rano dokończyliśmy zmagania i w końcu przyszedł czas na ostateczne starcie z trawą, z którego wszyscy wyszli zwycięsko 🙂

Wszystkim uczestnikom dziękujemy i źyczymy owocnego koszenia!

P6260306

2016 6
Cze
Gallina gallinarum

Blog tak jakoś podryfował w stronę naszej „niewarsztatowej” aktywności, że zupełnie zapominamy o tym, że wiosna i lato to okres warsztatów. Tym razem fotograficzne impresje z bardzo twórczo (i w przemiłej atmosferze) spędzonych warsztatów „Najpierw wytresuj kurczaka”. Dziękujemy wszystkim, zarówno z bliska (okolice Wrocławia), ze średnia (Zakopane, Śląsk, Warszawa), jak i z daleka (Dubaj)! Był czas na poważną pracę…

… jak i na długie, nocne rodaków rozmowy 🙂

P6041603

 

2015 4
Lis
Miejsce bez internetu

Jak pisałem ostatnio, utknęliśmy nieoczekiwanie na tydzień w tytułowym miejscu. Nie, nie tak zupełnie niespodziewanie – wyjazd w owo miejsce był jak najbardziej celowy. Podobnie jak ponad rok temu spotkaliśmy się bowiem w Parku w Grzegorzowicach na warsztatach kopytowych.

Niespodziewane było jedynie utknięcie… Początkowo nic nie zapowiadało nadchodzącego dramatu 😉 Droga przebiegała sprawnie, z kilkoma postojami w ładnych miejscach.

Aż tu nagle, po przejechaniu 400km i  30km przed osiągnięciem celu nasz pojazd odmówił posłuszeństwa. Na tyle skutecznie, że w Stajni w Parkui zabawiliśmy cały tydzień, choć to nie od razu stało się jasne.

Z pomocą dobrych dusz do Parku udało nam się dotrzeć porzuciwszy samochód gdzieś w Kielcach. Z wizją, że jednak w poniedziałek wracamy, rozpoczęliśmy weekendowe warsztaty (tzn. niektórzy się uczyli, a niektórzy byli skoncentrowani na paleniu liści 😉 ) wśród przepięknej jesieni…

Park

Oczywiście nie samą nauką człowiek żyje, był więc i czas na spacery, a wieczorami spotykaliśmy się przy kominku:

W poniedziałek okazało się, że nasze wakacje potrwają przynajmniej do środy, a najprawdopodobniej do czwartu. Mogliśmy więc oddać się bez reszty relaksowi: spacerom, oglądaniu kopyt, prowadzeniu jazd, robieniu jedzenia, pieczeniu, wieczornym rozmowom itp.

Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy. W czwartek wszystko było już naprawione i czas było opuścić Grzegorzowice… Dziękujemy Wam bardzo: Maju, Kubo i Danusiu, za ciepłe przyjęcie; na pewno jeszcze wrócimy, tym razem może bez konieczności psucia pojazdów 😉

P.S. Tam naprawdę nie ma internetu. Taki komórkowy jest w śladowych ilościach; tak śladowych, że nawet nie warto próbować go używać – frustracja gwarantowana.

P.S.S. Dziękuję Kubie za zdjęcia!

2015 13
Wrz
Kolej na przetwory!

Równolegle z odbywającą się późnoletnią serią warsztatów, w tak zwanym bardzo międzyczasie, tworzą się przetwory.

Na pierwszy ogień owocowy poszły śliwki, które z jednej strony (działki) są zarobaczone, a z drugiej całkiem ładne i w znaczącej ilości. Zostały przerobione nie tylko na powidła, ale też sukcesywnie wciąż i wciąż dodajemy je do pomidorów, ponieważ tworzą z nimi ładną parę w keczupach. Kiszonych śliwek w tym roku też nie zabrakło!

Korzystając z ładnej pogody pierwszą serię zrobiliśmy na dworze, z wędzonym posmakiem.

Z drugiej strony tarasu było ciut lżej.

Zupa śliwkowa.

I w 33 słoiki.

Co dwa-trzy dni porcja malinek zostaje zmiażdżona i zapasteryzowana. Zimą przydadzą się do porannej owsianki.

A jak jest chwila, to buraki liściowe idą na przerób. Już nie angażujemy pełni sił, jak w zeszłym roku. Nawet jarmuż poszedł się… kisić.

Pomidory nie na keczup i przecier spotyka los w zalewie octowej.

Obok siedziała Ingrid.

Obok siedziała Ingrid.

Przy malinach rosną miechunki – pierwszy zbiór został zjedzony, zostało tylko wspomnienie na tle czarnego bzu. Jeśli nigdy nie jedliście – poszukajcie i spróbujcie, niebo w gębie – różne smaki w jednym czasie.

Ze smutnych wieści susza wykończyła dynię makaronową, więc prawdopodobnie cały jej zbiór skończy się na wypełnionym dnie taczki. Na zdjęciu złapało się też kilka słoneczników, którym brak wody też dał w kość?… w łyko?

A na koniec możemy spać spokojnie, bo fasolki mamy co najmniej tyle (czyli co najmniej 800 sztuk), żeby w przyszłym roku było co wykiełkować, a zebraliśmy tylko część czyli już wyschnięte strąki.

Zdażył się biały ewenement!

Czas szykować się na jabłka, dynie, marchew, pasternak, buraki… Ech :).

 

2015 3
Lip
Koszenia czas

Do zamknięcia naszych doświadczeń w posługiwaniu się kosą alpejską w formułę warsztatów droga okazała się być daleka. Po raz pierwszy myśl pojawiła się dwa lata temu, by później powracać od czasu do czasu. Ale, jak mówią, młyny Boże mielą powoli, ale dokładnie. W końcu nastał czas, kiedy nie można było tego już dłużej odwlekać: naciski oddolne były duże a trawa w końcu urosła… I tak oto w miniony weekend spotkaliśmy się na testowej wersji warsztatów o nieustalonej jeszcze nazwie, które przyciągnęły śmiałków żądnych zdobycia umiejętności posługiwania się tym owianym tajemnicą narzędziem.

Łatwo nie było: logistyka skomplikowana,  przygotowań dużo, a rezultat niepewny. Zrobić kosiska, wyklepać wszyskie porządne ostrza, przygotować ostrza do nauki klepania, zaplanować wszystkie zajęcia teoretyczne i praktyczne…

Przygotowania

Zaczęliśmy w sobotni poranek. Pogoda postanowiła nas postraszyć, więc na pierwszy kawałek teoretyczny (o ostrzach) schroniliśmy się w domu…

Plansza startowa :)

Później deszcz zniknął, więc mogliśmy przenieść się na podwórko i bez dalszych przeszkód kontynuować dywagacje o ostrzach…

… a następnie płynnie przejść do nauki klepania:

Jak już każdy postukał młotkiem i popsuł co było do popsucia, zarządziliśmy przerwę obiadową. O ile mnie pamięć nie myli posililiśmy się leczem warzywnym zmieszanym z dużą ilością Agnieszkowej jajecznicy i zapewne jakimś piwem z browaru w Broumovie.

A co może być lepszego po obiedzie niż spacer? Tym razem spacer figurował w planie zajęć, bo jego celem było znalezienie surowców do budowy kosiska.

A skoro surowce już mamy, to czas zabrać się za kosisko. Na ochotnika do przymiarek zgłosiła się Agata, a więc wyjedzie ze swoim kosiskiem. A na razie…

I tak w zasadzie skończyła się sobota. Wieczorem przy suto zastawionym stole obejrzeliśmy jeszcze kilka filmów o koszeniu, posłuchaliśmy kilku historii a potem grzecznie udaliśmy się na spoczynek.

A rankiem, po szybkim śniadaniu, od razu przystąpiliśmy do zajęć praktycznych. Podzieleni na pary szlifowaliśmy poszczególne elementy: na początku sam ruch, potem z kijem, wreszcie z założonym ostrzem, a całkiem na końcu wszystko to wzbogacone o kroki…  (filmiki są, ale trzeba je wydłubać, więc obiecuję uzupełnić później)

Koło południa krótka przerwa na lunch i…. TRAWA!!! (filmiki też będą)

Czas na trawkę

Piękny swing

Wszyscy spisali się znakomicie, jestem pod wrażeniem efektywności naszych metod szkoleniowych 😉 Na zakończenie jeszcze słów parę o bush blade…

I pomału się żegnamy! Niektórzy już przygotowują listę zakupów i śnią o skoszonych hektarach…

Sweet focia