2018 26
Paź
Październikowe koszenie

Mimo prawdziwie jesiennej pogody i w zasadzie absolutnego braku trawy 😉 w miniony weekend gościliśmy sześciu desperatów z Fundacji ŁĄKA, chcących opanować (nie wcale aż tak…) trudną sztukę koszenia kosą alpejską.

Ponieważ nie ma nic bardziej praktycznego jak dobra teoria, to od niej zaczęliśmy w piątkowe popołudnie. A zaraz potem pierwsza praktyka, czyli klepanie…

Na zakończenie level master, czyli klepanie w rytm muzyki 😉

A w sobotę od rana: przed południem ćwiczenia „na sucho” na ujeżdżalni, a po południu prawdziwe koszenie. Ze względu na długotrwałą suszę występowały ogromne deficyty czegoś do koszenia, ale jakoś daliśmy radę 🙂

A w niedzielę rano czas się było pożegnać… Dziękujemy i mamy nadzieję, że do zobaczenia znów!

2017 9
Maj
Kosim, choć trawy brak

Zimno jak na początek maja, ale co tam! Niektóre uczestniczki właśnie zakończonych warsztatów z permakultury okazały się na tyle uparte, że postanowiły zostać jeszcze trochę dłużej, żeby zapoznać się z tajnikami koszenia kosą alpejską. Wprawdzie oficjalne warsztaty są pod koniec czerwca, ale oddolna inicjatywa wymusiła zrobienie edycji specjalnej 🙂 Zaczęliśmy od teorii, ostrzy, kosisk, klepania itp. (co nie zostało udokumentowane, zainteresowanych odsyłam np. tu ) aby płynnie przejść do praktyki na ujeżdżalni. Jak wiadomo dobre opanowanie ruchu to podstawa!

W miarę postępów apetyty na prawdziwą trawę wzrastały, pomimo tego, że z nią akurat marnie – zimny kwiecień spowodował, że była raczej symboliczna…

Kosiareczka

2016 22
Sie
Gryczane żniwa

Kiedyś tam w maju, o czym opowiedziano w innym miejscu, posialiśmy grykę. Urosła, zakwitła, nasiona zawiązała, więc w końcu wypadałoby ją skosić…

Gdzie bursztynowy świeżop...

 

Szczęśliwa kosiarka

Po koszeniu nastąpiło parę dni przerwy, a jak trochę wszystko podeschło przyszedł czas na wiązanie i ustawianie snopków. Dzielnie pomagała nam Karolina, Ania i Piotrek, za co serdecznie dziękujemy 🙂 Jak wyschnie, trzeba będzie wymłócić i odwiać, ale to najwcześniej za tydzień.

Początki

Połowa czyli przerwa :)

 

 

2016 26
Cze
Przedwakacyjny pokos

Sezon warsztatowy zamykają, podobnie jak w ubiegłym roku, warsztaty koszenia kosą alpejską. Wprawdzie nie doczekały się jeszcze ładnej nazwy (może ktoś ma jakieś propozycje?), ale nowa świecka tradycja już powstała i po raz kolejny gościliśmy śmiałków chcących zgłębić arkana tej niełatwej, ale wdzięcznej sztuki.

Początek

Sobota zapowiadała się upalna, więc postanowiliśmy skoncentrować wszystkie zajęcia teoretyczne w dwa bloki (przed i po południu), tak aby praktykę zacząć ok. 19, kiedy temperatura będzie nadawała się już do życia. Po wszystkich zawiłościach dotyczących ostrzy, kosisk i kosiarza przyszedł czas na naukę klepania…

P6250086

P6250095

 

… ostrzenia …

P6250111

 

P6250113

… a w końcu ćwiczenia praktyczne na placu:

P6250155

W niedzielę rano dokończyliśmy zmagania i w końcu przyszedł czas na ostateczne starcie z trawą, z którego wszyscy wyszli zwycięsko 🙂

Wszystkim uczestnikom dziękujemy i źyczymy owocnego koszenia!

P6260306

2016 31
Maj
Kos klepanie

IMGP6388

2015 3
Lip
Koszenia czas

Do zamknięcia naszych doświadczeń w posługiwaniu się kosą alpejską w formułę warsztatów droga okazała się być daleka. Po raz pierwszy myśl pojawiła się dwa lata temu, by później powracać od czasu do czasu. Ale, jak mówią, młyny Boże mielą powoli, ale dokładnie. W końcu nastał czas, kiedy nie można było tego już dłużej odwlekać: naciski oddolne były duże a trawa w końcu urosła… I tak oto w miniony weekend spotkaliśmy się na testowej wersji warsztatów o nieustalonej jeszcze nazwie, które przyciągnęły śmiałków żądnych zdobycia umiejętności posługiwania się tym owianym tajemnicą narzędziem.

Łatwo nie było: logistyka skomplikowana,  przygotowań dużo, a rezultat niepewny. Zrobić kosiska, wyklepać wszyskie porządne ostrza, przygotować ostrza do nauki klepania, zaplanować wszystkie zajęcia teoretyczne i praktyczne…

Przygotowania

Zaczęliśmy w sobotni poranek. Pogoda postanowiła nas postraszyć, więc na pierwszy kawałek teoretyczny (o ostrzach) schroniliśmy się w domu…

Plansza startowa :)

Później deszcz zniknął, więc mogliśmy przenieść się na podwórko i bez dalszych przeszkód kontynuować dywagacje o ostrzach…

… a następnie płynnie przejść do nauki klepania:

Jak już każdy postukał młotkiem i popsuł co było do popsucia, zarządziliśmy przerwę obiadową. O ile mnie pamięć nie myli posililiśmy się leczem warzywnym zmieszanym z dużą ilością Agnieszkowej jajecznicy i zapewne jakimś piwem z browaru w Broumovie.

A co może być lepszego po obiedzie niż spacer? Tym razem spacer figurował w planie zajęć, bo jego celem było znalezienie surowców do budowy kosiska.

A skoro surowce już mamy, to czas zabrać się za kosisko. Na ochotnika do przymiarek zgłosiła się Agata, a więc wyjedzie ze swoim kosiskiem. A na razie…

I tak w zasadzie skończyła się sobota. Wieczorem przy suto zastawionym stole obejrzeliśmy jeszcze kilka filmów o koszeniu, posłuchaliśmy kilku historii a potem grzecznie udaliśmy się na spoczynek.

A rankiem, po szybkim śniadaniu, od razu przystąpiliśmy do zajęć praktycznych. Podzieleni na pary szlifowaliśmy poszczególne elementy: na początku sam ruch, potem z kijem, wreszcie z założonym ostrzem, a całkiem na końcu wszystko to wzbogacone o kroki…  (filmiki są, ale trzeba je wydłubać, więc obiecuję uzupełnić później)

Koło południa krótka przerwa na lunch i…. TRAWA!!! (filmiki też będą)

Czas na trawkę

Piękny swing

Wszyscy spisali się znakomicie, jestem pod wrażeniem efektywności naszych metod szkoleniowych 😉 Na zakończenie jeszcze słów parę o bush blade…

I pomału się żegnamy! Niektórzy już przygotowują listę zakupów i śnią o skoszonych hektarach…

Sweet focia

2013 11
Sie
Kosa musi tańczyć

Panie, na cóż może liczyć plon, jeśli nie na troskę kosiarza?

Terry Pratchett, Kosiarz

(W sumie dziwne, że jeszcze nie było żadnego dłuższego wpisu o koszeniu… To może teraz?)

Pierwszy w końcu nie upalny dzień i tym razem my wyruszamy na warsztaty do odległej o 90km wioski Mladocov na czeskim Pogórzu Orlickim. Warsztaty „Kosime snadno″, które mają nas nauczyć posługiwania się bez wysiłku kosą typu austriackiego, organizuje tam czeski anglik, Neil Dudman.

Wyruszamy o 8 rano; ponieważ jedzie się szybko i mamy dużo czasu, robimy sobie przerwę na podejście do ruin zamku Potštejn. W drodze na górę, w alei lip znak „Zakaz jazdy wierzchem” z towarzyszącą mu tabliczką „Dozwolone prowadzenie koni” 🙂

Zakaz jazdy wierzchem

Zamek Potstein

Potem jeszcze godzina drogi i docieramy na miejsce. Większość uczestników już jest; jesteśmy z Adą jedynymi spoza Czech. Na początku zakupy w sklepiku – musimy uzupełnić naszą kolekcję sprzętu; tym razem nowe ostrza włoskiej firmy Falci (ta czerwona to mój stary austriacki Fux) i parę drobiazgów:

Ostrza

Skoro przy sprzęcie jesteśmy, to trzeba przedstawić też nasze kosiska, jako że w warsztatach biorą czynny udział 🙂

Kosiska

Po krótkim przedstawieniu się (każdy opowiadał skąd jest, jak zetknął się z kosą i po co mu to), czas na teorię składającą się z 3 części: ostrze, kosisko, kosiarz

Część pierwsza, czyli ostrze, to położenie nacisku na klepanie, co bardzo nam się podobało:

Neil Dudman

Kolejne godziny upływają bardzo szybko, przerwy poświęcamy na dyskusję z gospodarzami i jedzenie 🙂

Przerwa

Wreszcie późnym popołudniem czas na praktykę. Na początku symulacja, potem popisy przed grupą a na końcu DO TRAWY! 🙂

Kosiarz umysłów

Wracamy o 22, zmęczeni ale pozytywnie 🙂 Sporo nowych doświadczeń, obserwacji i miłe słowa Neila na koniec, że jestem dobry i moglibyśmy prowadzić własne kursy. Nie omieszkałem mu wypomnieć, że dwa lata temu napisał do mnie, że nie zrobi dla nas osobnego kursu i w zasadzie mogę się sam nauczyć bo to łatwe. Com też uczynił 😛