2017 30
Lis
Już 10 lat minęło…

… od kiedy wprowadziliśmy się do Jarkowa. Dokładnie 18 listopada 2007 po południu zameldowaliśmy się z końmi pod nr 14. Idealna rocznica wypadała w zeszłą sobotę, ale ponieważ część z nas była wtedy w Warszawie, imprezę rocznicową zaplanowaliśmy na ten weekend. Niestety na skutek różnych wypadków losowych nie wszystkim udało się dotrzeć, ale i tak było nas sporo 🙂 Zaczęliśmy od fotowspominków z pierwszych lat przeplatanych opowiadaniami i anegdotami z jarkowskich początków, a potem jedliśmy, piliśmy i rozmawialiśmy do późnej nocy…

A w niedzielę po śniadaniu wybraliśmy się na krótką przejażdżkę:

2017 26
Lis
ATM 2017

I znów nas gdzieś wywiało. Tym razem na zaproszenie organizatorów konferencji Animal Training Methods pojechaliśmy do Warszawy z wykładem „Najpierw wytresuj kurczaka – zwierzę modelowe jako narzędzie szkolenia trenerów”.

Honorata przyjęła nas pod swój dach na trzy noce, za co niniejszym serdecznie dziękujemy 🙂 Sama konferencja ciekawa i choć były pewne niedociągnięcia organizacyjne, to ogólnie wrażenie pozytywne; z pewnością pojawimy się w przyszłym roku.

A w którejś z przerw nie mogliśmy odmówić sobie wyskoczenia na wystawę kur ozdobnych, która odbywała się w sąsiednim budynku SGGW.

2017 6
Maj
Permakultura po raz czwarty

Od kopania fundamentów po wstawianie szyb i o Od Parapetu po Samowystarczalność czyli niemal zakończony projekt budowlany (o którym niedługo…) i kolejna edycja warsztatów z permakultury. 🙂

Gotowe do posadzenia wykiełkowane ziemniaki, sadzonki sałaty, brukwi, buraków, selera, cebuli, pora, brokułów, jarmużu, kiełki dyń i zioła – wszystko znalazło się kolejno na swoich miejscach czyli przygotowanych od połowy i od zera ściółkowanych polach typu „Posadź, pościel i zapomnij aż do zbiorów”, wyniesionych warstwowych rabatach bez kopania, w przydomowej szklarni i w butelkowym ogrodzie pionowym. Wszystko dzięki uczestnikom w liczbie 10ciu przygotowanym wykładami o samoregulujących się ekosystemach, nieinwazyjnych i wydajnych uprawach na różną skalę, współczesnym przemysłowym rolnictwie, potrzebach roślin i planowaniu własnego ogrodu.

Dzięki Monice zapłonęło wieczorem ognisko, a z drewnianego pieńka, kawałka drutu, Kuby i siekiery powstał szwedzki palnik (Niestety nie zostało to uwiecznione, ale o palniku widzę było tu)

 

…dzisiaj bal,

…tylko koniowi, tylko koniowi żal.

 

2016 18
Maj
Siała baba…

… grykę, bo już po połowie maja. Ale zanim do samego siania przejdziemy, to krótka historia konstruowania siewnika z brony, listewek z odpadów, starych rurek miedzianych, butelek PET i srebrnej taśmy 🙂

Czas na testy polowe…

Debata nad usprawnieniem

Okazało się, że konstrukcja wynika nieznacznych modyfikacji (rurki ścięte pod zbyt małym kątem zatykały się ziemią), więc wróciliśmy jej dokonać, a potem już real work:

I raz jeszcze Koniec!

2016 11
Maj
Gliniana rakieta

Piecyk rakietowy już tutaj gościł, więc specjalnie przedstawiać go nie trzeba. Kto nie widział/nie zna/nie pamięta – zapraszam tutaj. Tym razem trochę bardziej pracochłonna, ale też i znacznie trwalsza (bo z gliny) konstrukcja. Wadą z kolei jest to, że nie jest tak dobrze zaizolowany, jak ten z betonu komórkowego. Cóż, nie można mieć wszystkiego 🙂

Początki giną w pomroce dziejów, a konkretnie w sierpniu zeszłego roku. Wtedy przygotowaliśmy glinę..

… a następnie, korzystając z pomocy Ani, ulepiliśmy piecyk:

Potem nastąpiło kilka tygodni suszenia, potem przyszła jesień, zima…

A teraz piecyk obudził się z zimowego snu i czas na dalszy  etap produkcji, czyli wypalenie. Piec do wypalania w wersji DIY to 4 bloczki betonu komórkowego, worek trocin i płyta do nakrycia:

A oto i wypalony piecyk. Trochę się osmolił, ale nie ma to znaczenia:

Wypalony piecyk

Jeszcze tylko półka na paliwo z blaszki i można rozpalać!

2016 4
Maj
Permajkultura

I znów nadszedł długi majowy weekend, a wraz z nim intensywne warsztaty grzebania w ziemi, czyli Permakultura – ogród warzywny. Tym razem uczestnicy dopisali w nadkomplecie i do walki stanęła wspaniała dwunastka. Zaczęliśmy intensywnym cyklem wykładów, bo jak wiadomo nie ma nic bardziej praktycznego jak dobra teoria 🙂 Dopiero posileni odpowiednią dawką tejże, po niedzielnym obiedzie, zabraliśmy się do roboty. Na pierwszy ogień poszło budowanie wyniesionych rabat:

Praca młotkami

A wieczorem integrowaliśmy się przy ognisku; nie obyło się bez śpiewania…

DSCF2851

Następnego dnia rano zgodnie z programem posadziliśmy ziemniaki…

Chwila przerwy

… a później czekała nas modyfikacja programu: ze względu na zapowiadany deszczowy wtorek zdecydowaliśmy się na projektowanie i sadzenie rabat warzywnych jeszcze tego samego dnia:

Wieczór spędziliśmy na oglądaniu ogrodowej dokumentacji z minionych lat i degustacji przetworów:

Konsumpcja

Deszczowy wtorek w związku ze zmianą planów był nawet korzystny: wszystko nam podlało, a my mogliśmy zająć się problematyką nasion, siewek i dbania o młode rośliny we wnętrzach:

Później jeszcze krótki temat o ogrodach pionowych…

… i czas było się pożegnać. Dziękujemy wszystkim za twórczo spędzony czas i źyczymy udanych eksperymentów na własnym podwórku!

DSCF2968

2016 1
Mar
Powrót zimy

I to jaki konkretny 🙂 Wczoraj nie udało nam się wrócić z Wrocławia. Po dwukrotnej próbie sforsowania Gór Bardzkich musieliśmy ogłosić porażkę, porzucić samochód w Bardzie i resztę podróży odbyć pociągiem. Dopiero dzisiaj rano przeprowadziliśmy operację sprowadzenia go do Jarkowa. A tymczasem śnieg nadal pada 🙂

Ania i Malwa

2015 13
Wrz
Kolej na przetwory!

Równolegle z odbywającą się późnoletnią serią warsztatów, w tak zwanym bardzo międzyczasie, tworzą się przetwory.

Na pierwszy ogień owocowy poszły śliwki, które z jednej strony (działki) są zarobaczone, a z drugiej całkiem ładne i w znaczącej ilości. Zostały przerobione nie tylko na powidła, ale też sukcesywnie wciąż i wciąż dodajemy je do pomidorów, ponieważ tworzą z nimi ładną parę w keczupach. Kiszonych śliwek w tym roku też nie zabrakło!

Korzystając z ładnej pogody pierwszą serię zrobiliśmy na dworze, z wędzonym posmakiem.

Z drugiej strony tarasu było ciut lżej.

Zupa śliwkowa.

I w 33 słoiki.

Co dwa-trzy dni porcja malinek zostaje zmiażdżona i zapasteryzowana. Zimą przydadzą się do porannej owsianki.

A jak jest chwila, to buraki liściowe idą na przerób. Już nie angażujemy pełni sił, jak w zeszłym roku. Nawet jarmuż poszedł się… kisić.

Pomidory nie na keczup i przecier spotyka los w zalewie octowej.

Obok siedziała Ingrid.

Obok siedziała Ingrid.

Przy malinach rosną miechunki – pierwszy zbiór został zjedzony, zostało tylko wspomnienie na tle czarnego bzu. Jeśli nigdy nie jedliście – poszukajcie i spróbujcie, niebo w gębie – różne smaki w jednym czasie.

Ze smutnych wieści susza wykończyła dynię makaronową, więc prawdopodobnie cały jej zbiór skończy się na wypełnionym dnie taczki. Na zdjęciu złapało się też kilka słoneczników, którym brak wody też dał w kość?… w łyko?

A na koniec możemy spać spokojnie, bo fasolki mamy co najmniej tyle (czyli co najmniej 800 sztuk), żeby w przyszłym roku było co wykiełkować, a zebraliśmy tylko część czyli już wyschnięte strąki.

Zdażył się biały ewenement!

Czas szykować się na jabłka, dynie, marchew, pasternak, buraki… Ech :).

 

2015 25
Sie
Zbiory czas zacząć!

Zaczęło się nieśmiało od kilku pomidorków, a teraz keczupy z cukinią i dynią leją się litrami, co zapewne zawdzięczamy wszechobecnej suszy, której nie lubi zaraza.

Przypadkiem odkryliśmy, że zasadzone ogórki nie zostały zjedzone przez wszędobylskie ślimaki i nawet obrodziły na tyle, że można, a nawet trzeba było je ukisić.

A pozbywając się znacznych objętości ogórecznika, który wyrósł dziko między rabatami i utrudniał nam życie, nie mogliśmy nie wykorzystać jego kwiatów – ze słonecznikiem stworzyły całkiem niezłe pesto.

Powoli zaczęliśmy zbierać też cebulę (a właściwie czosnek cebulę). Niektóre sztuki ledwo mieszczą się w dłoni – jedna wystarczy na obiad dla piątki.

Na czosnek pospolity także przyszedł czas. Udało się go upleść w tradycyjne warkocze, toteż powiesiliśmy go w szklarni (w tle dosuszają się nasiona jarmużu).