2017 21
Wrz
„Są u Was grzyby?”

„Nie, wszystkie wyzbieraliśmy!”

(1.5h spaceru, 16kg – w tym 70 kań)

A potem przetwórstwo…

2017 16
Wrz
Dies cucurbitae

To bynajmniej nie wszystkie – dopiero pierwsza partia…

2017 14
Wrz
Trzy psy na skale

(z opóźnieniem ze względu na poprzedni wpis…)

Sezon warsztatowy. Co oznacza, że od czwartku do niedzieli pracy mamy aż nadto, ale w pozostałe dni można się gdzieś wybrać. Tym razem padło na krótką trasę Lisia Przełęcz – Narożnik – Kopa Śmierci – Skały Puchacza (niebieski) – Białe Skały (zielony) – Lisia Przełęcz (żółty):

Postanowiliśmy wybrać się z psami, bo ze względu na zwiększoną pojemność nowego stokrotkobusa wszystkie trzy mogą podróżować komfortowo:

A resztę wycieczki niech opowiedzą obrazki – miłego oglądania 🙂

2017 13
Wrz
Żegnaj, Daisy

Była z nami „od zawsze”. Przyszła do stajni w Łężycach na samym początku istnienia Stokrotki, miaucząc przeraźliwie. Była już wtedy całkiem dorosłym kotem. Została. Dostała stokrotkowe imię. Zamieszkała w stajni. Czekała na nas co rano, kiedy przyjeżdżaliśmy maluchem z Kudowy. Cierpliwie znosiła wszystkie nasze pomysły – od wychowywania szczeniaka, który okazał się Warką po treningi z klikerem. Asystowała przy wszystkim, co się działo w sercu Stokrotki, czyli pod wiatą. Miała wtedy zwyczaj siedzieć na ramieniu jak papuga.

Jesień 2007 to czas wielkiej zmiany – przeprowadziliśmy się do Jarkowa. Daisy została upolowana do torby i przewieziona w maluchu i zamieszkała w domu. Od razu jej się spodobało – grzejniki, tapczany, komputer, wszystko ciepłe. Doszedł jeszcze prosiak, który też grzał.

Dwa lata temu Daisy straciła wzrok. Przestała wychodzić na dwór, chyba, że na krótkie wylegiwanie się na słoneczku. Ostatnio miała też problem ze słuchem, wiecznie nawracającym katarem i z pęcherzem, który nie bardzo ją słuchał.

Radziła sobie z tym wszystkim dzielnie, z różnymi wzlotami i upadkami. Aż do przedwczoraj. Jej stan raptownie się pogorszył. Umarła wczoraj po południu; pochowaliśmy ją na stokrotkowym cmentarzu pod jabłonką.

Stokrotka bez Daisy nie będzie już tą Stokrotką. The world has changed. But it is still true in places…

 

2017 9
Wrz
Opus aestatis (glina v2.0)

Zachęceni wcześniejszymi eksperymentami z gliną  ( i tu ) postanowiliśmy w te wakacje przeprowadzić większy projekt. Ponieważ wakacje dobiegły końca, nadszedł czas, żeby podzielić się rezultatami…

Zaczeło się od zdzierania tapet i zaokrąglenia krawędzi, bo o tym poprzednio zapomnieliśmy:

Wstępna obróbka za nami, więc czas na projekt i przeniesienie go na ściany. Tym razem autorem jest Michelle:

Po przeniesieniu na ściany czekała nas mozolna praca rzeźbiarza. Jak to zwykle bywa przy wielkich dziełach, pracowała cała ekipa, nie uwieczniona na fotografiach. W tym więc miejscu chcemy serdecznie podziękować Eli, Agnieszce, Ani, Małgosi i Mai i wszystkim innym, którzy ukręcili choć jedną kulkę z tynku 🙂 Króliki są w całości dziełem Michelle, podobnie jak roślinki runa leśnego i dolnego piętra lasu – nie odważyła się oddać takich detali podwykonawcom (i chyba słusznie) 😛

Po zakończeniu rzeźbienia (dłuuuugie 3 tygodnie w tzw. „wolnych chwilach”) przyszedł czas na pomalowanie wszystkiego farbą glinianą (tu z kolei podziękowania dla Pawła i Jarka). Niestety w paru miejscach farba nie chciała trzymać i konieczne okazały się poprawki. Na zakończenie jeszcze pracochłonne zacieranie (zwłaszcza na rzeźbach…)

I możemy po pracowitych 5 tygodniach pochwalić się nowym pokojem:

 

2017 30
Sie
Miesiąc zbiorów

Kończy się sierpień, w zasadzie w całości wypełniony zbiorami. Pozbieraliśmy i przetworzyliśmy niezliczone ilości cukinii, ogórków, pomidorów, fasolki szparagowej, buraków liściowych, bobiku, malin, jeżyn i nie wiem czego tam jeszcze. W kolejce czekają jeszcze dynie, fasola, kukurydza, ziemniaki, topinambur, miechunki, papryka, bakłażany, późniejsze pomidory… A ziemianka już pełna i kończą się nam słoiki!

Oczywiście nie samymi przetworami człowiek żyje, więc oczywiście zjadamy co się da na bieżąco:

2017 27
Sie
El maíz azul

W ogrodzie zaczynają już dojrzewać kolejne setki kolb, a zapasy z zeszłego roku jeszcze nie znikły…

Kilogramy niewykorzystanej kukurydzy skłoniły więc do przyjrzenia się sprawie „od kuchni”, bo choć zdawałoby się, że wystarczy zmielić na mąkę, dolać wody i będzie nadawać się do wszystkiego, od tortilli po kluski – to niestety, nie dość, że nic z tego nie wychodzi (nic, czyli paćka która nie trzyma się kupy) to, jak się okazuje, w porównaniu z odpowiednio przerobionym ziarnem ma znacznie mniej wartości. O przepis na ogórki można by spytać babcię, ale o niebieską kukurydzę trzeba już spytać indian… (albo Wujka Google, bo znajomy Meksykanin nie wiedział 🙂 )

Środkowoamerykańscy indianie kukurydzę używali wcześniej robiąc z niej tzw. Masa Harina – jest to kukurydza poddana nixtamalizacji czyli zmiękczaniu i oddzieleniu łuski z ziarna przez roztwór silnej zasady. Skrobia i białka stają się lepiej przyswajalne, podobnie jak niacyna, wapń, żelazo, miedź i cynk. Dzisiaj do przetwarzania jej na dużą skalę używane jest w tym procesie wapno palone, dawniej przygotowywano ją w ługu (woda z popiołem drzewnym, tradycyjnie jałowcowym, ale praktycznie nadaje się każdy popiół z drzew liściastych).

Popiół odmierzamy w zależności od jego „mocy”, im świeższy, tym kukurydza lepiej przereagowuje. Świeży popiół zadziała w proporcji objętościowo 1:1, starszy nawet 2:1.

Przesiewamy…

Wsypujemy do kukurydzy i zalewamy wodą do konsystencji gęstej zupy (tylko na tyle rzadkiej by na dnie nie przypalała się zbyt łatwo). W tym momencie jeśli ług był mocno zasadowy kukurydza od razu zmieni kolor na zielony.

Podgrzewamy do zagotowania i zostawiamy do ostudzenia. Następnie ziarna płuczemy na sicie z popiołu i jest – półprodukt do wszystkiego, po przekręceniu przez maszynkę mamy elastyczne ciasto  do tortilli, kotletów, pierogów, makaronu, chleba, tarty, omletów, ciastek… z naszego repertuaru na razie tyle, reszta poszła do zamrożenia. Masa harina przechowywana jest również po wysuszeniu i roztarciu na mąkę.