2017 9
Wrz
Opus aestatis (glina v2.0)

Zachęceni wcześniejszymi eksperymentami z gliną  ( i tu ) postanowiliśmy w te wakacje przeprowadzić większy projekt. Ponieważ wakacje dobiegły końca, nadszedł czas, żeby podzielić się rezultatami…

Zaczeło się od zdzierania tapet i zaokrąglenia krawędzi, bo o tym poprzednio zapomnieliśmy:

Wstępna obróbka za nami, więc czas na projekt i przeniesienie go na ściany. Tym razem autorem jest Michelle:

Po przeniesieniu na ściany czekała nas mozolna praca rzeźbiarza. Jak to zwykle bywa przy wielkich dziełach, pracowała cała ekipa, nie uwieczniona na fotografiach. W tym więc miejscu chcemy serdecznie podziękować Eli, Agnieszce, Ani, Małgosi i Mai i wszystkim innym, którzy ukręcili choć jedną kulkę z tynku 🙂 Króliki są w całości dziełem Michelle, podobnie jak roślinki runa leśnego i dolnego piętra lasu – nie odważyła się oddać takich detali podwykonawcom (i chyba słusznie) 😛

Po zakończeniu rzeźbienia (dłuuuugie 3 tygodnie w tzw. „wolnych chwilach”) przyszedł czas na pomalowanie wszystkiego farbą glinianą (tu z kolei podziękowania dla Pawła i Jarka). Niestety w paru miejscach farba nie chciała trzymać i konieczne okazały się poprawki. Na zakończenie jeszcze pracochłonne zacieranie (zwłaszcza na rzeźbach…)

I możemy po pracowitych 5 tygodniach pochwalić się nowym pokojem:

 

2017 27
Sie
El maíz azul

W ogrodzie zaczynają już dojrzewać kolejne setki kolb, a zapasy z zeszłego roku jeszcze nie znikły…

Kilogramy niewykorzystanej kukurydzy skłoniły więc do przyjrzenia się sprawie „od kuchni”, bo choć zdawałoby się, że wystarczy zmielić na mąkę, dolać wody i będzie nadawać się do wszystkiego, od tortilli po kluski – to niestety, nie dość, że nic z tego nie wychodzi (nic, czyli paćka która nie trzyma się kupy) to, jak się okazuje, w porównaniu z odpowiednio przerobionym ziarnem ma znacznie mniej wartości. O przepis na ogórki można by spytać babcię, ale o niebieską kukurydzę trzeba już spytać indian… (albo Wujka Google, bo znajomy Meksykanin nie wiedział 🙂 )

Środkowoamerykańscy indianie kukurydzę używali wcześniej robiąc z niej tzw. Masa Harina – jest to kukurydza poddana nixtamalizacji czyli zmiękczaniu i oddzieleniu łuski z ziarna przez roztwór silnej zasady. Skrobia i białka stają się lepiej przyswajalne, podobnie jak niacyna, wapń, żelazo, miedź i cynk. Dzisiaj do przetwarzania jej na dużą skalę używane jest w tym procesie wapno palone, dawniej przygotowywano ją w ługu (woda z popiołem drzewnym, tradycyjnie jałowcowym, ale praktycznie nadaje się każdy popiół z drzew liściastych).

Popiół odmierzamy w zależności od jego „mocy”, im świeższy, tym kukurydza lepiej przereagowuje. Świeży popiół zadziała w proporcji objętościowo 1:1, starszy nawet 2:1.

Przesiewamy…

Wsypujemy do kukurydzy i zalewamy wodą do konsystencji gęstej zupy (tylko na tyle rzadkiej by na dnie nie przypalała się zbyt łatwo). W tym momencie jeśli ług był mocno zasadowy kukurydza od razu zmieni kolor na zielony.

Podgrzewamy do zagotowania i zostawiamy do ostudzenia. Następnie ziarna płuczemy na sicie z popiołu i jest – półprodukt do wszystkiego, po przekręceniu przez maszynkę mamy elastyczne ciasto  do tortilli, kotletów, pierogów, makaronu, chleba, tarty, omletów, ciastek… z naszego repertuaru na razie tyle, reszta poszła do zamrożenia. Masa harina przechowywana jest również po wysuszeniu i roztarciu na mąkę.

 

2017 22
Cze
Czarna herbata z wierzbówki

Koporsky tea, koporski czaj, Iwan czaj, Russian tea – czyli rosyjska herbata z fermentowanych liści wierzbówki kiprzycy. 🙂

Substancje w niej zawarte to m.in. karotenoidy, wit. C, B, żelazo, miedź , mangan, taniny, flawonoidy, fitoncydy, nienasycone kwasy tłuszczowe. Internet mówi o całej masie prozdrowotnych właściwości rosyjskiej herbaty: likwiduje ból głowy, zmniejsza ciśnienie krwi, uspokaja, oczyszcza krew z toksyn, zapobiega przerostowi gruczołu krokowego, łysieniu androgennemu, nadmiernej keratynizacji naskórka, wzmacnia włosy, poprawia wydolność układu odpornościowego, pomaga likwidować skutki przejedzenia i nadużywania alkoholu, działa przeciwzapalnie… 

Jest całkiem smaczna poza tym, moim zdaniem lepsza niż klasyczna czarna herbata. 🙂

Ze względu na smak i właściwości lecznicze znana i ceniona w Europie dużo dłużej niż herbaty chińskie i indyjskie. Na początku XX wieku całkowicie wyeliminowana przez konkurencję z powodu rozpowszechniania fałszywych informacji o szkodliwości rzekomego dosypywania białej glinki przez rosyjskich producentów. W wyniku kampanii i zmian politycznych w owym czasie rynek herbaciany został przejęty przez azjatyckich plantatorów.

Wierzbówkę na herbatę poddaje się pot. fermentacji (a tak naprawdę – oksydacji, następuje łączenie się związków z tlenem i liście brązowieją), Dopiero gotowa i ususzona podczas przechowywania może dodatkowo ulec wolnej fermentacji – najlepsza jest podobno po miesiącu.

Proces wygląda następująco:

Po zebraniu liście pozostawia się na kilka godzin żeby zwiędły, roluje się/zgniata/lub kroi by wszystkie puściły sok.

Ułożone grubą warstwą w słoikach lub miskach pozostawia w ciepłym miejscu do 2 dni, przykryte wilgotną szmatką. (Sprawdzi się lekko podgrzany piekarnik, jogurtownica, szklarnia…)

  Moment w którym najlepiej jest zatrzymać proces następuje, gdy wszystkie liście zmieniły kolor i czuć owocowo-herbaciany zapach. Trzymane za krótko będą po zaparzeniu bardziej cierpkie i kwaśne, a za długo – intensywne i gorzkie, mogą też zacząć gnić.By sprawdzić która wersja jest najlepsza – różny czas przetrzymywania w słoikach.

Proces zatrzymuje temperatura 65C i wyższa, nie można więc ich przegrzać gdy nie są gotowe – a gdy są, wyciągamy, kroimy, rozkładamy na blachach i suszymy.

Zaparza się jak normalną herbatę.

Kwitnie czerwiec-lipiec, pora więc na zapasy na zimę. 😉

2017 29
Maj
Warsztat

… czyli remontu ciąg dalszy.

Po zakończeniu jednego glinianego pokoju przyszła w końcu pora na drugi, czyli warsztat/pracownię:

Uznaliśmy, że najlepsze meble to kuchnia, więc upolowaliśmy takową na OLX w Złotym Stoku za jakieś grosze. Pozostało tylko podnieść blaty dodatkowymi samodzielnymi szufladami, tak żeby znalazły się na wysokości 105cm (idealna do pracy na stojąco):

Przy okazji zrealizowaliśmy od dawna kołaczący się po głowie plan na drabinkę gimnastyczną. Z powodu zaporowych cen na takowe skonstruowaliśmy ją oczywiście sami 🙂

Ostatnim etapem było przeniesienie rowerkomłynka do pracowni i zaopatrzenie go w półkę z książkami 😉

 

2017 11
Maj
Szklane domy

Jak wspomniano w innym miejscu i czasie, przywieźliśmy szklarnię. W kawałkach. Zimę spędziła w tychże kawałkach rozparcelowana bezpiecznie między salę warsztatową, stajnię i drewutnię. W końcu jednak nadszedł czas, żeby poskładać do wszystko do kupy – w końcu gdzieś te bakłażany, paprykę i pomidory trzeba posadzić 🙂

Proces przebiegał powoli… zaczęliśmy na początku kwietnia wykopaniem rowów pod fundamenty:

Potem nastąpił dłuższy okres demotywacji spowodowanej różnicą poziomów (ponad 70cm), pogodą i trwającym sezonem warsztatowym… Jednak przybycie Pawła, który obrał sobie za punkt honoru doprowadzenie budowy do szczęśliwego finału, dostarczyło wszystkim impulsu niezbędnego do wzięcia się do pracy, która od razu nabrała szybkiego tempa. Na początek fundamenty:

Skoro fundamenty zastygły, czas było się wziąć za murowanie celem niwelacji tej nieszczęsnej różnicy poziomów. Kierownictwo robót przejął majster Paweł…

… a czeladniczka Michelle zdobywała nową sprawność – murarz 🙂

Rozpoczęcie kolejnego etapu prac zbiegło się z rozpoczynającymi się warsztatami z permakultury, więc do ekipy budowlanej dołączyli Lilianna i Tomek, a dorywczo pozostali kursowicze. Zaczęliśmy od położenia wieńca, do którego trzeba było dorobić kilka belek:

Następnie można było już stawiać konstrukcję, co wymagało pewnej ekwilibrystyki 🙂

No to jeszcze konstrukcja dachu i można wstawiać szyby!

Po kilku dniach przerwy przyszedł czas na ostatni etap, czyli ściany szczytowe (które skonstruowaliśmy ze starych kabin prysznicowych wytarganych gdzieś z wysypiska) i dach z folii:

No i mamy! Serdeczne podziękowania dla Pawła, Michelle, Lilianny i Tomka oraz permakulturowej ekipy pomagającej dorywczo! Szczególne podziękowania należą się Pawłowi, którego zapał i motywacja umożliwiły sprawne doprowadzenie budowy do końca 🙂

 

2017 6
Maj
Historia pewnego mebla

Wprawdzie paćkanie gliną zakończyliśmy ( co opisano tu i tu ), to stworzone pokoje wymagały wykończenia. Na pierwszy ogień podłoga…

Potem – listwy przypodłogowe z okorków nadjedzonych przez drewnojady z demontażu starej siodlarni…

No i w końcu przyszedł czas na tytułowy MEBEL NA WYMIAR. Lubię robić meble, a zwłaszcza przerabiać, składać z kilku różnych, oklejać, przycinać tak, że przestają kompletnie przypominać surowce wejściowe. Ale po kolei…

W międzyczasie trafiła się parapetówa z udziałem zaszczytnych gości ze świętokrzyskiego, więc trzeba było złożyć prowizorkę.

Ale na szczęście nie okazała się ona trwała:

A na koniec rzut oka na całość pokoju – obiecuję lepszą panoramę następnym razem 😉

2017 8
Kwi
Glina cz.2 – Drzewo

Obiecywałem, że ciąg dalszy nastąpi, a zatem następuje 🙂

Przed nim stało Drzewo — jego Drzewo — skończone. Jeśli możecie nazwać tak Drzewo, które żyje, którego liście się rozwijają, a gałęzie rosną i kołyszą się na wietrze, który Niggle tak często czuł, którego tak często się domyślał, który tak często i bezskutecznie próbował malować. Spojrzał na Drzewo, wolno podniósł ręce i rozłożył je szeroko.

— Oto dar — powiedział. Mówił o swej sztuce i o jej dziele, ale użył tego słowa najzupełniej dosłownie.

Chodził wkoło, patrząc na Drzewo. Rosły na nim liście, nad którymi tak ciężko pracował, a wyglądały raczej tak, jak je sobie wymarzył, niż jak je wykonał. Były też i inne: te, o których jedynie myślał, i te, o których mógłby pomyśleć, gdyby tylko miał nieco więcej czasu. Nie było na nich żadnych napisów, były to po prostu śliczne liście, lecz jednocześnie można było określić je tak dokładnie jak dni w kalendarzu.

J. R. R. Tolkien, „Liść, dzieło Niggle’a”

2017 19
Mar
Nowa siodlarnia

Zmian, zapowiedzianych tutaj i kontynuowanych tu, ciąg dalszy. Tym razem prezentuje się nowa siodlarnia 🙂