2017 12
Lis
Znów korbką kręcenie…

Tym razem żeby wyłuskać z kolb całą czarną kukurydzę, która zdążyła już (porozwieszana nad wszelkimi dostępnymi grzejnikami) wyschnąć:

https://www.youtube.com/watch?v=JSDd32JbRPk

2017 8
Lis
Habemus oleum

Ręczną (znaczy na korbkę) olejarkę Piteba kupiliśmy ładnych parę lat temu. Spakowana w szafce w kuchni grzecznie czekała na swoją kolej „rzeczy do zrealizowania w bliżej nie określonej przyszłości”. Aż do teraz…

Ogromny zbiór orzechów w tym roku + rosnąca ilość torebek z pestkami dyni + rosnący apetyt na lody z olejem z owych pestek (który do tanich nie należy…) zaowocowały w końcu wyjęciem sprzętu z szafy 🙂

Po skręceniu, zamontowaniu i odpaleniu lampki naftowej podgrzewającej całość pozostało już tylko kręcić… Do testów przygotowaliśmy orzechy (łuskane), słonecznik i pestki dyni (niełuskane).

A oto wyniki 🙂 Smakowo i zapachowo – rewelacja, zostały skonsumowane niemal natychmiastowo, również jako surowiec do produkcji stokrotkowego majonezu, który dzięki temu wyszedł 100x lepszy niż zazwyczaj…

2017 29
Paź
Prosiaczkowa buda

Pogoda w dalszym ciągu nie zachęca do wyściubiania nosa na zewnątrz. Żywiec zwykle w taką pogodę wylegiwał się w stajni, ale od czasu przebudów i remontów nie bardzo jest to realne. Kursuje więc tam i z powrotem nanosząc do domu kilogramy błota… Coś trzeba było z tym zrobić, bo sytuacja nie jest komfortowa dla żadnej ze stron. A oto rezultat 🙂

2017 27
Paź
Kukurydziane lalki

Znów zimno i leje, kukurydzę trzeba było przenieść ze szklarni do domu bo nie schnie, więc suszy się wszędzie. A jak kukurydza, to i łuski. A co można zrobić z łusek kukurydzy, jak pada deszcz? Różne rzeczy, na przykład lalki 🙂

2017 9
Wrz
Opus aestatis (glina v2.0)

Zachęceni wcześniejszymi eksperymentami z gliną  ( i tu ) postanowiliśmy w te wakacje przeprowadzić większy projekt. Ponieważ wakacje dobiegły końca, nadszedł czas, żeby podzielić się rezultatami…

Zaczeło się od zdzierania tapet i zaokrąglenia krawędzi, bo o tym poprzednio zapomnieliśmy:

Wstępna obróbka za nami, więc czas na projekt i przeniesienie go na ściany. Tym razem autorem jest Michelle:

Po przeniesieniu na ściany czekała nas mozolna praca rzeźbiarza. Jak to zwykle bywa przy wielkich dziełach, pracowała cała ekipa, nie uwieczniona na fotografiach. W tym więc miejscu chcemy serdecznie podziękować Eli, Agnieszce, Ani, Małgosi i Mai i wszystkim innym, którzy ukręcili choć jedną kulkę z tynku 🙂 Króliki są w całości dziełem Michelle, podobnie jak roślinki runa leśnego i dolnego piętra lasu – nie odważyła się oddać takich detali podwykonawcom (i chyba słusznie) 😛

Po zakończeniu rzeźbienia (dłuuuugie 3 tygodnie w tzw. „wolnych chwilach”) przyszedł czas na pomalowanie wszystkiego farbą glinianą (tu z kolei podziękowania dla Pawła i Jarka). Niestety w paru miejscach farba nie chciała trzymać i konieczne okazały się poprawki. Na zakończenie jeszcze pracochłonne zacieranie (zwłaszcza na rzeźbach…)

I możemy po pracowitych 5 tygodniach pochwalić się nowym pokojem:

 

2017 27
Sie
El maíz azul

W ogrodzie zaczynają już dojrzewać kolejne setki kolb, a zapasy z zeszłego roku jeszcze nie znikły…

Kilogramy niewykorzystanej kukurydzy skłoniły więc do przyjrzenia się sprawie „od kuchni”, bo choć zdawałoby się, że wystarczy zmielić na mąkę, dolać wody i będzie nadawać się do wszystkiego, od tortilli po kluski – to niestety, nie dość, że nic z tego nie wychodzi (nic, czyli paćka która nie trzyma się kupy) to, jak się okazuje, w porównaniu z odpowiednio przerobionym ziarnem ma znacznie mniej wartości. O przepis na ogórki można by spytać babcię, ale o niebieską kukurydzę trzeba już spytać indian… (albo Wujka Google, bo znajomy Meksykanin nie wiedział 🙂 )

Środkowoamerykańscy indianie kukurydzę używali wcześniej robiąc z niej tzw. Masa Harina – jest to kukurydza poddana nixtamalizacji czyli zmiękczaniu i oddzieleniu łuski z ziarna przez roztwór silnej zasady. Skrobia i białka stają się lepiej przyswajalne, podobnie jak niacyna, wapń, żelazo, miedź i cynk. Dzisiaj do przetwarzania jej na dużą skalę używane jest w tym procesie wapno palone, dawniej przygotowywano ją w ługu (woda z popiołem drzewnym, tradycyjnie jałowcowym, ale praktycznie nadaje się każdy popiół z drzew liściastych).

Popiół odmierzamy w zależności od jego „mocy”, im świeższy, tym kukurydza lepiej przereagowuje. Świeży popiół zadziała w proporcji objętościowo 1:1, starszy nawet 2:1.

Przesiewamy…

Wsypujemy do kukurydzy i zalewamy wodą do konsystencji gęstej zupy (tylko na tyle rzadkiej by na dnie nie przypalała się zbyt łatwo). W tym momencie jeśli ług był mocno zasadowy kukurydza od razu zmieni kolor na zielony.

Podgrzewamy do zagotowania i zostawiamy do ostudzenia. Następnie ziarna płuczemy na sicie z popiołu i jest – półprodukt do wszystkiego, po przekręceniu przez maszynkę mamy elastyczne ciasto  do tortilli, kotletów, pierogów, makaronu, chleba, tarty, omletów, ciastek… z naszego repertuaru na razie tyle, reszta poszła do zamrożenia. Masa harina przechowywana jest również po wysuszeniu i roztarciu na mąkę.

 

2017 22
Cze
Czarna herbata z wierzbówki

Koporsky tea, koporski czaj, Iwan czaj, Russian tea – czyli rosyjska herbata z fermentowanych liści wierzbówki kiprzycy. 🙂

Substancje w niej zawarte to m.in. karotenoidy, wit. C, B, żelazo, miedź , mangan, taniny, flawonoidy, fitoncydy, nienasycone kwasy tłuszczowe. Internet mówi o całej masie prozdrowotnych właściwości rosyjskiej herbaty: likwiduje ból głowy, zmniejsza ciśnienie krwi, uspokaja, oczyszcza krew z toksyn, zapobiega przerostowi gruczołu krokowego, łysieniu androgennemu, nadmiernej keratynizacji naskórka, wzmacnia włosy, poprawia wydolność układu odpornościowego, pomaga likwidować skutki przejedzenia i nadużywania alkoholu, działa przeciwzapalnie… 

Jest całkiem smaczna poza tym, moim zdaniem lepsza niż klasyczna czarna herbata. 🙂

Ze względu na smak i właściwości lecznicze znana i ceniona w Europie dużo dłużej niż herbaty chińskie i indyjskie. Na początku XX wieku całkowicie wyeliminowana przez konkurencję z powodu rozpowszechniania fałszywych informacji o szkodliwości rzekomego dosypywania białej glinki przez rosyjskich producentów. W wyniku kampanii i zmian politycznych w owym czasie rynek herbaciany został przejęty przez azjatyckich plantatorów.

Wierzbówkę na herbatę poddaje się pot. fermentacji (a tak naprawdę – oksydacji, następuje łączenie się związków z tlenem i liście brązowieją), Dopiero gotowa i ususzona podczas przechowywania może dodatkowo ulec wolnej fermentacji – najlepsza jest podobno po miesiącu.

Proces wygląda następująco:

Po zebraniu liście pozostawia się na kilka godzin żeby zwiędły, roluje się/zgniata/lub kroi by wszystkie puściły sok.

Ułożone grubą warstwą w słoikach lub miskach pozostawia w ciepłym miejscu do 2 dni, przykryte wilgotną szmatką. (Sprawdzi się lekko podgrzany piekarnik, jogurtownica, szklarnia…)

  Moment w którym najlepiej jest zatrzymać proces następuje, gdy wszystkie liście zmieniły kolor i czuć owocowo-herbaciany zapach. Trzymane za krótko będą po zaparzeniu bardziej cierpkie i kwaśne, a za długo – intensywne i gorzkie, mogą też zacząć gnić.By sprawdzić która wersja jest najlepsza – różny czas przetrzymywania w słoikach.

Proces zatrzymuje temperatura 65C i wyższa, nie można więc ich przegrzać gdy nie są gotowe – a gdy są, wyciągamy, kroimy, rozkładamy na blachach i suszymy.

Zaparza się jak normalną herbatę.

Kwitnie czerwiec-lipiec, pora więc na zapasy na zimę. 😉

2017 29
Maj
Warsztat

… czyli remontu ciąg dalszy.

Po zakończeniu jednego glinianego pokoju przyszła w końcu pora na drugi, czyli warsztat/pracownię:

Uznaliśmy, że najlepsze meble to kuchnia, więc upolowaliśmy takową na OLX w Złotym Stoku za jakieś grosze. Pozostało tylko podnieść blaty dodatkowymi samodzielnymi szufladami, tak żeby znalazły się na wysokości 105cm (idealna do pracy na stojąco):

Przy okazji zrealizowaliśmy od dawna kołaczący się po głowie plan na drabinkę gimnastyczną. Z powodu zaporowych cen na takowe skonstruowaliśmy ją oczywiście sami 🙂

Ostatnim etapem było przeniesienie rowerkomłynka do pracowni i zaopatrzenie go w półkę z książkami 😉

 

2017 11
Maj
Szklane domy

Jak wspomniano w innym miejscu i czasie, przywieźliśmy szklarnię. W kawałkach. Zimę spędziła w tychże kawałkach rozparcelowana bezpiecznie między salę warsztatową, stajnię i drewutnię. W końcu jednak nadszedł czas, żeby poskładać do wszystko do kupy – w końcu gdzieś te bakłażany, paprykę i pomidory trzeba posadzić 🙂

Proces przebiegał powoli… zaczęliśmy na początku kwietnia wykopaniem rowów pod fundamenty:

Potem nastąpił dłuższy okres demotywacji spowodowanej różnicą poziomów (ponad 70cm), pogodą i trwającym sezonem warsztatowym… Jednak przybycie Pawła, który obrał sobie za punkt honoru doprowadzenie budowy do szczęśliwego finału, dostarczyło wszystkim impulsu niezbędnego do wzięcia się do pracy, która od razu nabrała szybkiego tempa. Na początek fundamenty:

Skoro fundamenty zastygły, czas było się wziąć za murowanie celem niwelacji tej nieszczęsnej różnicy poziomów. Kierownictwo robót przejął majster Paweł…

… a czeladniczka Michelle zdobywała nową sprawność – murarz 🙂

Rozpoczęcie kolejnego etapu prac zbiegło się z rozpoczynającymi się warsztatami z permakultury, więc do ekipy budowlanej dołączyli Lilianna i Tomek, a dorywczo pozostali kursowicze. Zaczęliśmy od położenia wieńca, do którego trzeba było dorobić kilka belek:

Następnie można było już stawiać konstrukcję, co wymagało pewnej ekwilibrystyki 🙂

No to jeszcze konstrukcja dachu i można wstawiać szyby!

Po kilku dniach przerwy przyszedł czas na ostatni etap, czyli ściany szczytowe (które skonstruowaliśmy ze starych kabin prysznicowych wytarganych gdzieś z wysypiska) i dach z folii:

No i mamy! Serdeczne podziękowania dla Pawła, Michelle, Lilianny i Tomka oraz permakulturowej ekipy pomagającej dorywczo! Szczególne podziękowania należą się Pawłowi, którego zapał i motywacja umożliwiły sprawne doprowadzenie budowy do końca 🙂