2017 30
Lis
Już 10 lat minęło…

… od kiedy wprowadziliśmy się do Jarkowa. Dokładnie 18 listopada 2007 po południu zameldowaliśmy się z końmi pod nr 14. Idealna rocznica wypadała w zeszłą sobotę, ale ponieważ część z nas była wtedy w Warszawie, imprezę rocznicową zaplanowaliśmy na ten weekend. Niestety na skutek różnych wypadków losowych nie wszystkim udało się dotrzeć, ale i tak było nas sporo 🙂 Zaczęliśmy od fotowspominków z pierwszych lat przeplatanych opowiadaniami i anegdotami z jarkowskich początków, a potem jedliśmy, piliśmy i rozmawialiśmy do późnej nocy…

A w niedzielę po śniadaniu wybraliśmy się na krótką przejażdżkę:

2017 26
Lis
ATM 2017

I znów nas gdzieś wywiało. Tym razem na zaproszenie organizatorów konferencji Animal Training Methods pojechaliśmy do Warszawy z wykładem „Najpierw wytresuj kurczaka – zwierzę modelowe jako narzędzie szkolenia trenerów”.

Honorata przyjęła nas pod swój dach na trzy noce, za co niniejszym serdecznie dziękujemy 🙂 Sama konferencja ciekawa i choć były pewne niedociągnięcia organizacyjne, to ogólnie wrażenie pozytywne; z pewnością pojawimy się w przyszłym roku.

A w którejś z przerw nie mogliśmy odmówić sobie wyskoczenia na wystawę kur ozdobnych, która odbywała się w sąsiednim budynku SGGW.

2017 11
Lis
Vápenka

Mimo nieciekawej pogody znów gdzieś nas wywiało. Tym razem dzięki Andrzejowi znaleźliśmy się w Rancho Gallop w Vápence (~30km od nas w Republice Czeskiej).

Wszystkie budynki w stylu dzikiego zachodu, jak również ich wyposażenie i dekoracje są dziełem właściciela, Jiřiego Votawy.

Jiři zajmuje się również wyrobem siodeł westernowych:

Po zwiedzeniu domków i pracowni siodlarskiej poszliśmy na spacer odwiedzić bizony…

… a potem na dłuższy spacer odwiedzić konie – ok. 30 biegających po ponad 60ha górek, łąk i zagajników…

A na koniec jeszcze rzut oka na całość:

A po zejściu w dół posiedzieliśmy jeszcze przy pogaduchach, herbacie i przepysznych ciastach produkcji Gosi, Terezy i Jasi i trzeba nam było wracać do domu…

2017 14
Lip
Maślane lampki

Tak się jakoś złożyło (a przypadków nie ma 😉 ), że nasi długoletni „dalsi sąsiedzi” zabrali nas na ceremonię ofiarowania lampek maślanych do ośrodka buddyzmu tybetańskiego Dropan Ling w Darnkowie. Bywaliśmy tam już wcześniej, ale tylko jako turyści/gapie. Tym razem było inaczej…

Ofiarowanie lampek jest praktyką grupową, wykonywaną każdego roku w Dropan Ling, a także w klasztorze Khordong w Indiach, podczas której ofiarowuje się 111 111 lampek w intencji pokoju na świecie, których światło rozjaśnia mroki niewiedzy. Praktyka polega na oczyszczaniu, napełnianiu olejem, zapalaniu lampek maślanych, oraz recytacji modlitwy ofiarowania. Każda z tych czynności pozwala oczyścić zaciemnienia umysłu i zgromadzić dobrą karmę, np. czyszczeniu lampek towarzyszy recytacja mantry Wadżrasattwy, która sprawia, że nie jest to tylko czyszczenie brudnych naczyń, lecz sposób na oczyszczenie negatywnej karmy.

Tak więc zasiedliśmy do czyszczenia lampek…

Po oczyszczeniu lampkom wprawia się knoty i napełnia olejem:

Po napełnieniu wszystkich wyczyszczonych w danej sesji (tym razem było ich 1800) zapala się je:

​Potem uczestniczyliśmy jeszcze w pudźy (śpiewanej medytacji) w gompie i trzeba się było pożegnać, bo obowiązki wzywały… Dziękujemy gospodarzom Dropan Ling za serdeczne przyjęcie, a Ewie i Klausowi za zaproszenie i wprowadzenie!

2017 12
Lip
Asfalt, Erset i kurczaczki

Są takie dni, że nic się nie dzieje. Są też takie, kiedy dzieje się aż za dużo. Wczorajszy dzień zdecydowanie należał do tej drugiej kategorii. To, że przyjedzie Erset z Elianem, wiadomo było od dawna. Nie sposób jednak przewidzieć było tego, że zbiegnie się to z laniem ostatniej warstwy asfaltu na drodze do Jarkowa…

Spowodowało to, że przez cały dzień wjazdu do Jarkowa nie było, a podróż spod Warszawy nieodwoływalna, zwłaszcza, że tą samą przyczepą podróżował Carlos do Boboszowa. Pozostało więc wyładować Erseta (konia) i Eliana (charta) na pierwszym zjeździe w Jeleniowie i podreptać piechotką. O ile koń nie miał problemu, to pies stwierdził, że on wraca, co ze względu na jego rozmiary nie było wcale śmieszne… Mimo to wszystko przebiegło nad wyraz sprawnie:

Ale to oczywiście nie wszystko 🙂 Dokładnie ten sam dzień obrały sobie na klucie kurczaczki. Zostawiliśmy 4 jajka i wykluły się wszystkie. Ojcem jednego na pewno jest Ringo – ma pięć palców i puchowe bokobrody, jak przystało na rasę Faverolle.

Niniejszym witamy zatem w Stokrotce Erseta, Eliana i kurczaczki 🙂

2017 5
Lip
Stokrotka na wakacjach

I, jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, zdarzyło się to powtórnie 🙂 Dzięki temu, że Lilianna i Tomek zgodzili się zaopiekować przez tydzień wszystkim co biega, lata i pływa, ma dwie albo cztery nogi (lub nie ma wcale…) wylądowaliśmy po całonocnej podróży ponownie nad Bałtykiem. W tym samym miejscu, za to w większej liczbie i z rowerkiem, który znaczącą zwiększył naszą mobilność.

W tym roku Bałtyk nie tylko przywitał nas wiatrem, ale w zasadzie wiało cały czas…

Co jednak nie przeszkadzało gonitwom plażowym 🙂

Korzystając ze zwiększonej mobilności wypożyczyliśmy rowery i wybraliśmy się na wycieczkę do Ekoparku Wschodniego (całe 15km w jedną stronę, ale najmniejszy rowerzysta nie miał problemów kondycyjnych)

Kolejne dni upłynęły pod znakiem pogody różnej – jak nie padało to wchodziliśmy (a przynajmniej niektórzy…) w bliższe kontakty z morzem:

Graliśmy też we frisbee i zaliczyliśmy oczywiście obowiązkową kolację przy zachodzącym słońcu.

A jeśli postanowiło padać, to odbywaliśmy wędrówki rowerowo-piesze…

Wybraliśmy się też plażą do Dźwirzyna – popatrzyliśmy na kitesurfing i załapaliśmy się na Festiwal Indii (dziewczyny mogły mieć zrobiony fachowy indyjski makijaż, ale zdecydowanie odmówiły…) oraz do Kołobrzegu – w zasadzie pospacerować.

Jak już padało tak, że nie dało się wyjść, skorzystaliśmy z okazji i nazbieranych przez Miśkę pokrzyw i zrobiliśmy pizzę:

I tak niepostrzeżenie upłynął tydzień i czas było się pożegnać… i z nową energią wrócić do Stokrotki, jako że nic-nie-robienie bardzo nas zmęczyło 🙂

 

2017 19
Cze
Pixel, czyli atak klonów

Pixel po prostu przyszedł. Zamieszkał na podwórku. Spał za kompostem. Koty go przyjęły jak swojego, psów się bał. Ale miskę na ganku opróżniał. I jakoś tak tydzień temu stwierdził, że do domu wejść można. I z królikami spać. I psów za bardzo się nie bać. Psy zresztą już uważają, że swój…

 

2017 25
Mar
Kolejkowo

Tym razem to my wybraliśmy się w odwiedziny do Wrocławia. Chociaż oficjalny powód był jakiś zupełnie banalny, to centralnym punktem programu stała się wizyta w Kolejkowie. Oficjalnie najbardziej Kolejkowo chciał zobaczyć Maciek, a nieoficjalnie… No cóż, parowóz H0, na który zbierałem pieniądze przez rok i który kosztował zawrotne 126 000 zł w Centralnej Składnicy Harcerskiej, nadal jeździ i czasem go z Maćkiem puszczamy…

Wracając do Kolejkowa… Jakoś nigdzie nie znalazłem (albo przeoczyłem) informacji o skali i byłem przekonany, że będzie to najpopularniejsza H0 (1:87). Tymczasem cała makieta wykonana jest w dość rzadkiej skali G (1:22.5, rozstaw torów 45mm ) i mimo początkowego rozczarowania (jakie to wszystko wieeeeelkie i tak mało się  mieści na makiecie…) muszę przyznać, że ma to więcej zalet niż wad. Skala G daje bowiem niesamowitą wręcz możliwość oddania detali aż do poziomu rzęs postaci! I ta precyzja w połączeniu z niesamowitymi pomysłami na scenki i (mimo skali) ogromnym rozmachem (260m² powierzchni, 430m torowiska, 15 pociągów, 108 samochodów, 162 budynki i 2300(!) figurek ludzi i zwierząt) robi ogromne wrażenie. Przynajmniej na mnie, co znajduje odzwierciedlenie w zdjęciach – ciekawe, czy ktoś przebrnie przez te 70+ fotek 🙂 Jak ktoś lubi – zdecydowanie polecam na żywo, tym bardziej, że makieta jest nadal rozbudowywana (przyznaję się do zajrzenia za czarną geowłókninę antyterrorystyczną 😉 ) i wkrótce otwarcie kolejnej części!

(Zdjęcia niepodpisane – za dużo… Ale myślę, że nie będziecie mieli problemu z identyfikacją, zwłaszcza kawałków Wrocławia i dysków na Śnieżce. W kolejności dokładnie takiej jak je robiłem)

 

2017 5
Mar
Glina

Zdradziliśmy jakiś czas temu, że na miejsce zdemolowanej siodlarni coś powstawać będzie. I w zasadzie już powstało, a my spotkaliśmy się na całkowicie spontanicznym stokrotkowym tynkowaniu/malowaniu gliną. Tak się jakoś złożyło, że bardzo wiele osób dotarło do nas w ten sam weekend i dzięki ich pomocy wszystko przebiegło szybko i sprawnie. Ale po kolei… Glinę zdobyliśmy w Walentynki w cegielni w Kłodzku, u przemiłego pana, który postanowił opowiedzieć nam wszystko o cegłach, piecach, wypalaniu, glinie i nie wiadomo czym jeszcze, bo niestety nie mieliśmy dużo czasu. Glina w postaci cegieł została namoczona na noc, żeby można było ją rozciapać. W międzyczasie przygotowaliśmy próbki farby glinianej, którą zamierzaliśmy pomalować płyty regipsowe. Przepis jest prosty: 1 część gliny namoczonej, 1 część przesianego piasku, 1 część pasty mącznej (szklanka mąki rozpuszczona w 2 szklankach zimnej wody i wlana do 4 szklanek gotującej się wody; całość zagotowana przy intensywnym mieszaniu). Powinna mieć konsystencję budyniu; nakładamy pędzlem min. 2 warstwy, kolejna po wyschnięciu poprzedniej.

Próbki wypadły pomyślnie, natomiast glina nie rozmoczyła się do końca i czekało nas wybieranie tego, co nadawało się do natychmiastowego użycia….

Czarownice z Makbeta

Ścianom z pustaków malowanie farbą nie wystarczy, trzeba było przygotować tynk gliniany: 3 części piasku, 1 część gliny, 1 część końskiej kupy.

Kiedy już wszystko było gotowe, pozostało (jedynie?) tynkować i malować 🙂

Teraz jeszcze musi wyschnąć…

… a ciąg dalszy oczywiście nastąpi! 🙂

Dziękujemy serdecznie za pomoc i miło spędzony czas: Agacie, Mateuszowi, Honoracie, Wojtkowi, Kubie, Michelle, Karolinie, Ani, Piotrkowi, Małgosi i Mai (trochę nas było 😉 ) !

2017 2
Mar
Pepsi

Przymiarki do sprawienia Bączkowi towarzyszki życia trwały czas jakiś, aż w końcu się udało. Po różnych przygodach, niekoniecznie szczęśliwych (pierwotnie miała przyjechać do nas Bagietka, która umarła na dzień przed umówionym transportem…) dotarła do nas Pepsi. Pochodzi z tego samego miejsca co Bączek, jednak tym razem transport był bardziej skomplikowany – Gdańsk-Warszawa, w Warszawie Pepsi została przejęta przez Honoratę i po spędzeniu nocy w stolicy przyjechała wraz z Honoratą i Wojtkiem prosto do nas (Dziękujemy!!!). Z Bączkiem polubiły się natychmiast, samotny kawaler bardzo odżył i odmłodniał 🙂 Z kolei Pepsi dość szybko przyzwyczaja się do wszystkich dziwnych rzeczy, w zasadzie cały dom nie ma już dla niej tajemnic. Czuje tylko jeszcze respekt przed psami i zdarza się jej uciekać przed człowiekiem, ale robimy szybkie postępy 🙂