2017 11
Lis
Vápenka

Mimo nieciekawej pogody znów gdzieś nas wywiało. Tym razem dzięki Andrzejowi znaleźliśmy się w Rancho Gallop w Vápence (~30km od nas w Republice Czeskiej).

Wszystkie budynki w stylu dzikiego zachodu, jak również ich wyposażenie i dekoracje są dziełem właściciela, Jiřiego Votawy.

Jiři zajmuje się również wyrobem siodeł westernowych:

Po zwiedzeniu domków i pracowni siodlarskiej poszliśmy na spacer odwiedzić bizony…

… a potem na dłuższy spacer odwiedzić konie – ok. 30 biegających po ponad 60ha górek, łąk i zagajników…

A na koniec jeszcze rzut oka na całość:

A po zejściu w dół posiedzieliśmy jeszcze przy pogaduchach, herbacie i przepysznych ciastach produkcji Gosi, Terezy i Jasi i trzeba nam było wracać do domu…

2017 6
Lis
Jesienna sawanna

Pogoda wprawdzie nadal nie najlepsza, ale nie odstraszająca od wypraw. Tym razem niedługa, o taka:

2017 29
Paź
Prosiaczkowa buda

Pogoda w dalszym ciągu nie zachęca do wyściubiania nosa na zewnątrz. Żywiec zwykle w taką pogodę wylegiwał się w stajni, ale od czasu przebudów i remontów nie bardzo jest to realne. Kursuje więc tam i z powrotem nanosząc do domu kilogramy błota… Coś trzeba było z tym zrobić, bo sytuacja nie jest komfortowa dla żadnej ze stron. A oto rezultat 🙂

2017 22
Paź
Operation Californication

Podczas jednego z ponurych, deszczowych dni nagle umarła Pepsi. Bączek, bardzo z nią związany, popadł w głęboką depresję. Nie pozostało nam nic innego, jak poszukać mu towarzystwa z nadzieją, że otrząśnie go to z leżenia w jednym miejscu w przedpokoju… Po intensywnych poszukiwaniach zlokalizowaliśmy taką kalifornijską parkę dziewcząt…

Shauna i Atria

… które Michelle przejęła we Wrocławiu i (z pewnymi przygodami pt. komunikacja zastępcza na odcinku…) przywiozła do Jarkowa:

Następnego dnia towarzystwo było już odważniejsze, a ponieważ dotychczasowe imiona były jedynie etykietkami na króliki, zostały zmienione na bardziej cywilizowane. Przed państwem Cykoria i Tymotka:

Ponieważ towarzystwo wyglądało na zaaklimatyzowane, nadszedł czas na spotkanie z Bączkiem i innymi zwierzakami:

Bączek odżył natychmiast i w pełni zaakceptował obie towarzyszki. Tym samym w pełni zintegrowane stado może już uczestniczyć we wspólnych posiłkach:

2017 17
Paź
Barwy jesieni

Słońce! W końcu! Nie wiadomo na jak długo, więc zdecydowaliśmy się nie czekać i wybrać na długi jesienny spacer. O mniej więcej taki (~11km):

Resztę w zasadzie mogą opowiedzieć zdjęcia. Zebranych po drodze grzybów nie fotografowaliśmy 🙂 Zaczęło się od psiego rodeo na balach:

A potem już piękna jesień w drodze do Czeskiej Czermnej…

I psie kąpiele 🙂

… a właściwie nie tylko psie…

I słońce towarzyszące nam przez cały dzień 🙂

A wieczorem trzeba było zjeść nazbierane rydze!

 

2017 16
Paź
Szaro, zimno i mokro…

Taka jesień. Już dwa tygodnie się ciągnie, a więc i wpisów brak… Można by pisać o łuskaniu fasoli albo tematycznym ustawianiu książek na kociej półce, ale to jakoś mało twórcze. Za to można wrzucić zdjęcia kotów, te zawsze coś wymyślą… W szczególności polecam zdjęcia Fusi na kiju 🙂

Podczas jednego z tych deszczowych dni Maciej udał się w delegację na wrocławskie Święto Dyni. Przy okazji udało mu się zainkasować nagrodę za dyniowy strój, bo przebrany był w prawdziwą stokrotkową dynię 🙂

 

2017 13
Wrz
Żegnaj, Daisy

Była z nami „od zawsze”. Przyszła do stajni w Łężycach na samym początku istnienia Stokrotki, miaucząc przeraźliwie. Była już wtedy całkiem dorosłym kotem. Została. Dostała stokrotkowe imię. Zamieszkała w stajni. Czekała na nas co rano, kiedy przyjeżdżaliśmy maluchem z Kudowy. Cierpliwie znosiła wszystkie nasze pomysły – od wychowywania szczeniaka, który okazał się Warką po treningi z klikerem. Asystowała przy wszystkim, co się działo w sercu Stokrotki, czyli pod wiatą. Miała wtedy zwyczaj siedzieć na ramieniu jak papuga.

Jesień 2007 to czas wielkiej zmiany – przeprowadziliśmy się do Jarkowa. Daisy została upolowana do torby i przewieziona w maluchu i zamieszkała w domu. Od razu jej się spodobało – grzejniki, tapczany, komputer, wszystko ciepłe. Doszedł jeszcze prosiak, który też grzał.

Dwa lata temu Daisy straciła wzrok. Przestała wychodzić na dwór, chyba, że na krótkie wylegiwanie się na słoneczku. Ostatnio miała też problem ze słuchem, wiecznie nawracającym katarem i z pęcherzem, który nie bardzo ją słuchał.

Radziła sobie z tym wszystkim dzielnie, z różnymi wzlotami i upadkami. Aż do przedwczoraj. Jej stan raptownie się pogorszył. Umarła wczoraj po południu; pochowaliśmy ją na stokrotkowym cmentarzu pod jabłonką.

Stokrotka bez Daisy nie będzie już tą Stokrotką. The world has changed. But it is still true in places…