2019 20
Lut
W słońcu i w śniegu

 

 

 

 

 

2018 19
Wrz
Włóczęgi na koniec lata

… czyli przecieranie szlaków starych i nowych. Rajd przybrał ostatecznie formę rajdu gwiaździstego – rankiem siodłaliśmy konie i ruszaliśmy, wieczorem powrót.

Pierwszego dnia rozpoczęliśmy trudnym szlakiem, bo do pokonania była Lewińska Przełęcz. Dalej w dół do Kulina, stamtąd aż do Łężyc, Złotna (tam przerwa obiadowa nad stawem Zacisze), Dusznik i powrót koło Homola przez Lewin do domu. Dotarliśmy dopiero po zachodzie słońca. 27km za nami… w końskim składzie: Erset, Łaciaty, Malwa, Melisa.

Drugi dzień, ze względu na kontuzje (ludzi, nie koni), uskuteczniliśmy w wersji light – zaledwie 13km. Około 5 godzin snucia się po lasach dookoła Borovej i już o 16 byliśmy w domu. Coby każdy się ruszył, to zmieniliśmy niektóre konie – tym razem Łaciaty, Komańcza i Peri.

Trzeci dzień z kolei to wyprawa do wąwozu Olesenki – tym razem nie dotarliśmy do samego Piekła, ale za to zaczęliśmy od samej góry, czyli od Novego Hradka. Z obiadowym postojem w wąwozie w sumie 7 godzin i ok. 20km. I znów jedna wymiana: tym razem Komańcza, Peri i Malwa.

2018 29
Lip
Zaćmienie

Aby zobaczyć Księżyc w pełnej krasie powędrowaliśmy na Szczeliniec.

…I choć my byliśmy punktualnie, to On się spóźniał – na wschodzie była burza i narastające chmury, lecz w końcu wyszedł do nas nagle, czerwony jak węgiel z ogniska. Warto było poczekać.

 

 

 

2018 10
Cze
Wędrówki u progu lata

Konne, w kilku ujęciach z grzbietu i z ziemi.

2018 2
Mar
Kotosutra

…koty w łóżku. 🙂

2018 27
Sty
Mroźna wystawa

W szklarni o poranku przy -10C

2017 27
Sie
El maíz azul

W ogrodzie zaczynają już dojrzewać kolejne setki kolb, a zapasy z zeszłego roku jeszcze nie znikły…

Kilogramy niewykorzystanej kukurydzy skłoniły więc do przyjrzenia się sprawie „od kuchni”, bo choć zdawałoby się, że wystarczy zmielić na mąkę, dolać wody i będzie nadawać się do wszystkiego, od tortilli po kluski – to niestety, nie dość, że nic z tego nie wychodzi (nic, czyli paćka która nie trzyma się kupy) to, jak się okazuje, w porównaniu z odpowiednio przerobionym ziarnem ma znacznie mniej wartości. O przepis na ogórki można by spytać babcię, ale o niebieską kukurydzę trzeba już spytać indian… (albo Wujka Google, bo znajomy Meksykanin nie wiedział 🙂 )

Środkowoamerykańscy indianie kukurydzę używali wcześniej robiąc z niej tzw. Masa Harina – jest to kukurydza poddana nixtamalizacji czyli zmiękczaniu i oddzieleniu łuski z ziarna przez roztwór silnej zasady. Skrobia i białka stają się lepiej przyswajalne, podobnie jak niacyna, wapń, żelazo, miedź i cynk. Dzisiaj do przetwarzania jej na dużą skalę używane jest w tym procesie wapno palone, dawniej przygotowywano ją w ługu (woda z popiołem drzewnym, tradycyjnie jałowcowym, ale praktycznie nadaje się każdy popiół z drzew liściastych).

Popiół odmierzamy w zależności od jego „mocy”, im świeższy, tym kukurydza lepiej przereagowuje. Świeży popiół zadziała w proporcji objętościowo 1:1, starszy nawet 2:1.

Przesiewamy…

Wsypujemy do kukurydzy i zalewamy wodą do konsystencji gęstej zupy (tylko na tyle rzadkiej by na dnie nie przypalała się zbyt łatwo). W tym momencie jeśli ług był mocno zasadowy kukurydza od razu zmieni kolor na zielony.

Podgrzewamy do zagotowania i zostawiamy do ostudzenia. Następnie ziarna płuczemy na sicie z popiołu i jest – półprodukt do wszystkiego, po przekręceniu przez maszynkę mamy elastyczne ciasto  do tortilli, kotletów, pierogów, makaronu, chleba, tarty, omletów, ciastek… z naszego repertuaru na razie tyle, reszta poszła do zamrożenia. Masa harina przechowywana jest również po wysuszeniu i roztarciu na mąkę.