2018 29
Wrz
Przerzutka

Rozleciała się manetka do przerzutki. Taka gumowa, jak na zdjęciu powyżej. Ząbki się wytarły i nie łapią. Miały prawo, rower liczy sobie nie wiadomo ile, a materiał do najodporniejszych nie należy. Oczywiście „takich już nie robią” i „najlepiej wymienić całą przerzutkę, albo i rower”. No cóż, trzeba trochę podłubać… Najpierw pomierzyć tą zębatą rurkę dokładnie, potem usiąść do TinkerCAD-a i po jakiejś godzinie klikania, dopasowywania i sklejania w końcu jest:

Następnie wrzucamy do Slic3r’a, który to „poplasterkuje” na ładne warstwy gotowe do nakarmienia drukarki:

A teraz pozostaje już tylko nakarmić drukarkę i cierpliwie czekać… Po godzinie drukowania mamy gotową manetkę, która nawet pasuje i działa 🙂

2018 27
Wrz
Spór o budę

Gwałtownie zrobiło się zimno. Ciepła poszukują wszyscy. Czasem w tym samym miejscu… Buda dla Żywca okazała się na tyle atrakcyjna dla Eliana, że co chwila wybuchały o nią kłótnie. Coś trzeba było z tym zrobić, zwłaszcza, że cieplej już w tym roku raczej nie będzie…

2018 26
Wrz
Przeprowadzka

Kto się przeprowadzał? Ano bohaterowie poniższej fotografii.

Ale jak mieszkają szerszenie?

Gniazda potrafią być naprawdę ogromne. Ich średnica często sięga nawet pół metra, natomiast wnętrze kryje w sobie do 10 plastrów i nawet do 1000 zamieszkujących je osobników. W naturalnych warunkach szerszenie gniazdują najczęściej w dziuplach drzew. Takie gniazda rzadko kiedy osiągają maksymalne rozmiary, ponieważ przestrzeń w dziupli jest najczęściej mocno ograniczona i zwyczajnie brakuje miejsca na rozbudowę. Niestety, dziuplastych drzew ubywa, ponieważ często są one usuwane z lasów, lub brakuje ich w młodszych drzewostanach. Z tego też względu szerszenie zmuszone są szukać alternatywy, a tą są często nasze strychy i poddasza, ale również inne niezbyt naturalne miejsca, np. budki dla ptaków. O ile w takich budkach jest zwykle jeszcze mniej miejsca niż w dziupli, o tyle na strychach szerszenie mogą zaszaleć i stworzyć naprawdę wielkie gniazdo. Budowa zaczyna się jednak od maleńkiego gniazdka, tworzonego wiosną przez zapłodnioną samicę, która w przyszłości stanie na czele całej kolonii.
Materiałem budulcowym jest zmurszałe, spróchniałe drewno, które zostaje zmieszane z śliną i zmienione w papierową masę, przyjmującą najczęściej orzechową barwę. Po zbudowaniu zaczątków gniazda zapłodniona samica składa pierwsze jaja i opiekuje się larwami, które się z nich wylęgną, a później również poczwarkami. Dopiero kiedy te ostatnie przeobrażą się w pierwsze robotnice, królowa stopniowo przekazuje im zadania budowniczych, sama natomiast ogranicza swoją rolę do składania kolejnych jaj.

Szerszenie mieszkają z nami już od wielu lat; czasem gnieżdżą się bliżej, czasem dalej, generalnie jednak gdzieś w obrębie domu/stajni. Tegoroczna lokalizacja pomiędzy dachem przybudówki, w której mieści się „jedynka”, a jej sufitem, okazała się zbyt mała na potrzeby rozrastającego się gniazda…

W zasadzie nie wiemy, kiedy przeprowadzka się zaczęła. 7 sierpnia zauważyliśmy w stajni konstrukcję gniazda mocno już zaawansowaną – myślę, że mogła mieć już ok. 10 dni. Co parę dni (o ile pamięć pozwalała 😉 ) śledziliśmy postępy w budowie:

A tu jeszcze kilka zdjęć „w międzyczasie”:

Nie boicie się, że Was zażądlą na śmierć?

Nie, nie boimy się. Większość ludzi uważa szerszenie za bardzo niebezpieczne, a ich obecność często powoduje strach i panikę. Wynika to z przesadnych opowieści o atakach szerszeni i skutkach ich użądlenia. „Siedem uderzeń szerszenia zabija konia, trzy – dorosłego a dwa –  dziecko”. Takie mity, utrzymujące się od pokoleń, doprowadziły do ​​tego, że szerszeni stał się dość rzadki w wielu rejonach Europy. W Niemczech szerszenie zagrożone są wyginięciem, a kara za zniszczenie gniazda dochodzi do 50.000 euro!
W przeciwieństwie do pszczół, trucizna żądła szerszeni nie jest przeznaczona przeciwko kręgowcom (takim jak my). Mając kilka kilogramów miodu w przeciętnym gnieździe pszczół, główną rolą użądlenia przez pszczołę jest obrona kolonii przed atakującymi amatorami miodu, począwszy od myszy, poprzez borsuki, aż po niedźwiedzie brunatne i ludzi. Szerszenie natomiast używają swych żądeł polując na owady (których gniazdo pożera w szczycie rozwoju ogromne ilości). Żądląc wstrzykują znacznie mniej trucizny niż pszczoła, a jad ich jest ok. 10x mniej toksyczny dla człowieka niż pszczeli (powoduje jednak znacznie większy ból, ze względu na zawartość 5% acetylocholiny, która drażni zakończenia nerwów bólowych). Zdrowa osoba w pełni sił nie powinna mieć powodów do zmartwień, ponieważ by ją uśmiercić, potrzeba co najmniej kilkuset użądleń. Jest to mało prawdopodobne – nawet gdy rozwścieczymy całe gniazdo, do jego obrony rusza najwyżej 1/10 zamieszkujących je osobników. Na dodatek nie tak łatwo jest skłonić szerszenia do użycia żądła. Z natury jest bowiem pokojowo nastawiony i bardzo rzadko przejawia agresję. Do ukąszenia może dojść właściwie jedynie w pobliżu gniazda, gdy owady poczują, że należy go bronić. Jeśli tylko będziemy zachowywać się spokojnie i nie wykonywać gwałtownych ruchów, nie powinniśmy obawiać się, że spotka nas coś złego. Dość rzadko również zdarza się, by szerszeń zechciał do nas podlecieć, a nawet jeśli do tego dojdzie, kończy się najczęściej na zatoczeniu wokół nas kilku kręgów, po czym owad odlatuje.

2018 19
Wrz
Włóczęgi na koniec lata

… czyli przecieranie szlaków starych i nowych. Rajd przybrał ostatecznie formę rajdu gwiaździstego – rankiem siodłaliśmy konie i ruszaliśmy, wieczorem powrót.

Pierwszego dnia rozpoczęliśmy trudnym szlakiem, bo do pokonania była Lewińska Przełęcz. Dalej w dół do Kulina, stamtąd aż do Łężyc, Złotna (tam przerwa obiadowa nad stawem Zacisze), Dusznik i powrót koło Homola przez Lewin do domu. Dotarliśmy dopiero po zachodzie słońca. 27km za nami… w końskim składzie: Erset, Łaciaty, Malwa, Melisa.

Drugi dzień, ze względu na kontuzje (ludzi, nie koni), uskuteczniliśmy w wersji light – zaledwie 13km. Około 5 godzin snucia się po lasach dookoła Borovej i już o 16 byliśmy w domu. Coby każdy się ruszył, to zmieniliśmy niektóre konie – tym razem Łaciaty, Komańcza i Peri.

Trzeci dzień z kolei to wyprawa do wąwozu Olesenki – tym razem nie dotarliśmy do samego Piekła, ale za to zaczęliśmy od samej góry, czyli od Novego Hradka. Z obiadowym postojem w wąwozie w sumie 7 godzin i ok. 20km. I znów jedna wymiana: tym razem Komańcza, Peri i Malwa.

2018 6
Wrz
Dyniobranie

Wszystko w tym roku wcześniej. Dynie też. Niestety plon jest znacznie uboższy niż w latach ubiegłych – wszystkiemu winna susza. Obrodziły w zasadzie tylko dynie hokkaido na polu Trzech Sióstr, ale i tam owoce są znacznie mniejsze niż zwykle. Ilościowo jest ich trochę, ale wagowo marnie… połowa jest nie większa niż dwie pięści. W każdym razie już zebrane i bezpieczne, a my możemy zacząć je zjadać 🙂

Za to jako bonus huitlacoche – i to niemało 🙂

 

2018 2
Wrz
Split team

Ostatni tydzień wakacji spędziliśmy podzieleni na dwa zespoły. Zespół pierwszy, w składzie Gosia i Maciek, zajmował się wakacjowaniem nad Bałtykiem w Pogorzelicy i okolicach, z zakończeniem w Gdańsku:

Zespół drugi, w składzie: Kuba, Miśka i Dudek, zajmował się Stokrotką, przetwarzaniem śliwek i pomidorów oraz wycieczką w Broumovske Steny: