2018 31
Sty
I znów wiosna…

Wszystko się stopiło, wszędzie płyną potoczki, ptaszki śpiewają, kwiatki wychodzą spod ziemi… Szkoda tylko, że na przyszły tydzień niektóre prognozy wieszczą -15.

W każdym razie zanim się stopiło zdążyliśmy jeszcze:

  • nakarmić konie choinką:
  • zmęczyć Erseta kuligiem dla ubogich 😉 :

  • wybrać się na spacer z końmi do lasu:

  • i na ostatku pojechać w popołudniowo-wieczorny teren:

 

2018 27
Sty
Mroźna wystawa

W szklarni o poranku przy -10C

2018 18
Sty
Zimy kroki

Zima wykonała w końcu jakieś kroki. Napadało śniegu i sypie nadal 🙂 Wystarczająco choćby do tego, żeby zrobić z psa bałwana:

Albo pojechać w zimowy teren:

 

 

2018 17
Sty
Prądless Days

Wtorek. Dzień Bez Prądu. W naszym kalendarzu zaznaczany tak (świeczki, ta kropa poniżej we środę to jest nów 🙂 ):

Czemu i po co? Krótka odpowiedź: bo możemy 🙂 Długą niech każdy sobie wymyśli – chyba nie powinno być to trudne…

We wtorki nie używamy prądu jeśli to tylko możliwe. W szczególności nie używamy żadnej elektroniki: nie włączamy komputerów, nie korzystamy z telefonu (za wyjątkiem przypadków „wyższej konieczności”), nie słuchamy muzyki innej niż samodzielnie wykonywana na instrumentach itp. itd. Nie korzystamy też z zasilanych prądem sprzętów AGD ani nie zapalamy światła. Zamiast tego opowiadamy historie, robimy różne rzeczy, które robi się ręcznie (a jeśli zachodzi „paląca potrzeba” użycia narzędzi elektrycznych staramy się wymyślić, jak zrobić to ręcznie), gramy w gry i generalnie się socjalizujemy. Wyjątek robimy dla akwarium, pompy CO i hydroforu.

Wtorki ze świeczką figurują w kalendarzu już od chyba trzech miesięcy. Na początku ciężko było opanować odruch zapalania światła albo włączenia laptopa rano żeby „sprawdzić maila”. Teraz już nie ma problemu, nawet w pozostałe dni robi się to jakoś inaczej…

2018 11
Sty
Jak Śliwka w kompot

Wpadła. Proszę Państwa, oto Śliwka. 169% Śliwki to be precise 🙂

2018 10
Sty
Leniwy Nowy Rok

Czemu leniwy? A bo 10 dni już upłynęło niby, a na blogu żadnego wpisu nie ma… Pogoda jak w marcu: leje, tony błota, szaro, zimno i wilgotno. No ale 2018 się podobno zaczął, więc chociaż coś trzeba napisać.

Samego nadejścia owego nie świętowaliśmy jakoś specjalnie, bo i jaki jest sens świętowania losowego dnia zaczynającego źle obliczoną ilość lat od narodzenia Chrystusa? Sama data Nowego Roku jest dziełem przypadku. Słońce, ani układ planet Układu Słonecznego nie wysyłają żadnych sygnałów, że akurat 1 stycznia zachodzi przemiana nakazująca zmianę roku.
Do 153 r. p.n.e. nowy rzymski rok urzędowy zaczynał się w marcu (konkretnie w Idy marcowe, ok. 15), bo wtedy urzędy obejmowali rzymscy konsulowie. Ale w 153 r. p.n.e. wybuchło w Hiszpanii powstanie, trzeba było wysłać natychmiast wojska. Na czele wojska powinien był jednak stanąć przynajmniej jeden konsul. Do 15 marca brakowało prawie 4 miesięcy. Armia rzymska w Hiszpanii bez pomocy nie była w stanie tyle wytrzymać. Wyjście z sytuacji znalazł jeden z senatorów, który zaproponował, aby przyśpieszyć oficjalny początek roku wybierając konsulów wcześniej. Wybór padł na 1 stycznia, czyli Kalendae Januariae. Propozycję senatora przyjęto, łamiąc wielowiekową tradycję. Dlatego nowa data przyjmowała się z oporem. Dopiero Juliusz Cezar zadekretował obowiązek honorowania 1 stycznia jako początku roku, przy okazji reformy kalendarza (tzw. kalendarz juliański). Nowy Rok przyspieszono, ale nazwy miesięcy zostały:
September, czyli siódmy, jest dziś dziewiąty.
October, czyli ósmy, jest dziś dziesiąty.
November, czyli dziewiąty, jest dziś jedenasty.
December, czyli dziesiąty, jest dziś dwunasty.

A data też nie ta, bo Dionizjusz Mniejszy obliczając rok narodzenia Chrystusa pomylił się o ładnych parę lat.

Dobra, ponarzekałem. W każdym razie posiedzieliśmy z Lilianną i Tomkiem przy Dixit’cie a potem przy potrawach różnych, w tym atrakcji wieczoru pt. flaczki z mrożonych kani, które nam pół zamrażarki zajmowały (a dzięki temu już nie zajmują).

Przepis tu, tylko zamiast boczniaków kanie. No i szampan był, dwa razy. O naszej północy i o oficjalnej, bo trzeba było zwierzaków doglądać jak strzelali.

A rano jak to zwykle po imprezie… niektórzy obudzili się w towarzystwie nie tych, których się spodziewali 😉 …

A niektórzy wstali wcześnie i czochrali się z mrówkojadem 🙂