Dziewczynka z zapałkami

Sanie wyhamowały z poślizgiem przy końcu alei Forsołapki.
– CHODŹMY, ALBERCIE.
– Sam wiesz, panie, że nie powinieneś robić takich rzeczy. Pamiętasz, jak się to skończyło ostatnim razem.
– WIEDŹMIKOŁAJ MOŻE.
– Ale… Mała dziewczynka z zapałkami, umierająca na śniegu, to ważny element samego ducha Świąt, panie – tłumaczył zrozpaczony Albert. – Rozumiesz, ludzie słyszą o czymś takim i mówią: „Może i jesteśmy ubożsi niż kaleki banan i mamy do jedzenia tylko błoto i stare buty, ale i tak powodzi się nam lepiej niż tej biednej dziewczynce z zapałkami”. Dzięki temu czują się szczęśliwi, panie. I wdzięczni za to, co mają.
– WIEM, CO JEST DUCHEM ŚWIĄT, ALBERCIE.
– Wybacz, panie, ale widzisz, to wszystko i tak się dobrze kończy, bo ona się budzi, widzi jasność, słyszy muzykę i przychodzą aniołowie, panie.
Śmierć zatrzymał się.
– AHA. ZJAWIAJĄ SIĘ W OSTATNIEJ CHWILI Z CIEPŁYM UBRANIEM I CZYMŚ GORĄCYM DO PICIA?

 

No ładnie, pomyślał Albert. Pan naprawdę wpadł w ten swój dziwaczny nastrój.
– E… no nie. Nie dokładnie w ostatniej chwili, panie. Nie jako takiej.
– TAK?
– Bardziej tak jakby już po ostatniej chwili. – Albert zakaszlał nerwowo.
– CHCESZ POWIEDZIEĆ, ŻE KIEDY ONA JUŻ…
– Tak. Tak mówi ta opowieść, panie. To nie moja wina.
– DLACZEGO NIE ZJAWIAJĄ SIĘ WCZEŚNIEJ? TAKI ANIOŁ MA CAŁKIEM SPORĄ ŁADOWNOŚĆ.
– Trudno powiedzieć, panie. Przypuszczam, że ludziom wydaje się to bardziej… no, bardziej satysfakcjonujące. – Albert zawahał się. Zmarszczył brwi. – A wiesz, panie, kiedy tak o tym opowiadam…
Śmierć spojrzał na niewielką postać pod padającym śniegiem. Potem ustawił życiomierz w powietrzu i dotknął go palcem. Strzeliła iskra.
– Tak naprawdę, panie, to nie wolno ci tego robić.
– WIEDŹMIKOŁAJ MOŻE. WIEDŹMIKOŁAJ DAJE PREZENTY A NIE MA LEPSZEGO PREZENTU NIŻ PRZYSZŁOŚĆ.
– Tak, ale..
– ALBERCIE.
– Już dobrze, panie.
Śmierć podniósł dziewczynkę i ruszył do wylotu alei.
Płatki śniegu opadały niczym pióra aniołów. Śmierć wyszedł na ulicę i zastąpił drogę dwójce ludzi człapiących ciężko przez zaspy.
– ZABIERZCIE JĄ GDZIEŚ DO CIEPŁA I DAJCIE DOBRĄ KOLACJĘ, rozkazał, wciskając dziecko w ręce jednemu z nich. I PAMIĘTAJCIE, ŻE PÓŹNIEJ MOGĘ TO SPRAWDZIĆ.
Odwrócił się i zniknął wśród wirujących płatków.
Funkcjonariusz Wizytuj popatrzył na trzymaną na rękach dziewczynkę, a potem na kaprala Nobbsa.
– O co tu chodzi, kapralu?
Nobby odsunął skrawek koca.
– Nie mam pojęcia. Wychodzi na to, że zostaliśmy wybrani do okazania dobroczynności.
– Moim zdaniem to niezbyt dobroczynne, takie wciskanie kogoś przypadkowym ludziom.
– Daj spokój. Na komendzie zostało jeszcze trochę jedzenia – odparł Nobby.
Wezbrało w nim silne wrażenie, że tego właśnie się ktoś się po nim spodziewa. Pamiętał tego grubego człowieka w grocie, chociaż nie mógł sobie przypomnieć jego twarzy. I nie bardzo mógł sobie przypomnieć twarz osoby, która oddała im dziewczynkę, co oznacza, że musiała to być ta sama twarz.
Wkrótce potem zadźwięczała muzyka, zapłonęło bardzo jasne światło, i dwaj urażeni aniołowie zjawili się u wylotu alei. Albert rzucał w nich śnieżkami, aż sobie poszli.

Terry Pratchett, Wiedźmikołaj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *