2017 20
Lip
Kotki trzy

Po naszym powrocie z Darnkowa na progu, a właściwie parkingu, czekała nas niespodzianka:

Ktoś postanowił „pozbyć się problemu”…

Były strasznie wygłodzone, ale obyło się bez przygód. Śpią, jedzą, rozrabiają 🙂 Dwa błyskawicznie znalazły domy, ostał się jeden, którego roboczo nazwaliśmy Lolkiem. Kto przygarnie?

2017 14
Lip
Maślane lampki

Tak się jakoś złożyło (a przypadków nie ma 😉 ), że nasi długoletni „dalsi sąsiedzi” zabrali nas na ceremonię ofiarowania lampek maślanych do ośrodka buddyzmu tybetańskiego Dropan Ling w Darnkowie. Bywaliśmy tam już wcześniej, ale tylko jako turyści/gapie. Tym razem było inaczej…

Ofiarowanie lampek jest praktyką grupową, wykonywaną każdego roku w Dropan Ling, a także w klasztorze Khordong w Indiach, podczas której ofiarowuje się 111 111 lampek w intencji pokoju na świecie, których światło rozjaśnia mroki niewiedzy. Praktyka polega na oczyszczaniu, napełnianiu olejem, zapalaniu lampek maślanych, oraz recytacji modlitwy ofiarowania. Każda z tych czynności pozwala oczyścić zaciemnienia umysłu i zgromadzić dobrą karmę, np. czyszczeniu lampek towarzyszy recytacja mantry Wadżrasattwy, która sprawia, że nie jest to tylko czyszczenie brudnych naczyń, lecz sposób na oczyszczenie negatywnej karmy.

Tak więc zasiedliśmy do czyszczenia lampek…

Po oczyszczeniu lampkom wprawia się knoty i napełnia olejem:

Po napełnieniu wszystkich wyczyszczonych w danej sesji (tym razem było ich 1800) zapala się je:

​Potem uczestniczyliśmy jeszcze w pudźy (śpiewanej medytacji) w gompie i trzeba się było pożegnać, bo obowiązki wzywały… Dziękujemy gospodarzom Dropan Ling za serdeczne przyjęcie, a Ewie i Klausowi za zaproszenie i wprowadzenie!

2017 13
Lip
Idealny towarzysz

Nie minęły nawet dwa dni, a już Erset znalazł sobie przyjaciela. I to jakiego! Nie gryzie, uszu nie kładzie, nic mu nie przeszkadza. Ideał! No prawie…  Słabo z odganianiem much, bo towarzysz jakiś taki nieruchawy. Może dlatego, że plastikowy? No cóż… mówią, że ideałów tak naprawdę nie ma…

(Powiecie, że głupi koń? A takich ludzi, co kupują sobie nadmuchiwane lalki to przypadkiem nie ma?)

2017 12
Lip
Asfalt, Erset i kurczaczki

Są takie dni, że nic się nie dzieje. Są też takie, kiedy dzieje się aż za dużo. Wczorajszy dzień zdecydowanie należał do tej drugiej kategorii. To, że przyjedzie Erset z Elianem, wiadomo było od dawna. Nie sposób jednak przewidzieć było tego, że zbiegnie się to z laniem ostatniej warstwy asfaltu na drodze do Jarkowa…

Spowodowało to, że przez cały dzień wjazdu do Jarkowa nie było, a podróż spod Warszawy nieodwoływalna, zwłaszcza, że tą samą przyczepą podróżował Carlos do Boboszowa. Pozostało więc wyładować Erseta (konia) i Eliana (charta) na pierwszym zjeździe w Jeleniowie i podreptać piechotką. O ile koń nie miał problemu, to pies stwierdził, że on wraca, co ze względu na jego rozmiary nie było wcale śmieszne… Mimo to wszystko przebiegło nad wyraz sprawnie:

Ale to oczywiście nie wszystko 🙂 Dokładnie ten sam dzień obrały sobie na klucie kurczaczki. Zostawiliśmy 4 jajka i wykluły się wszystkie. Ojcem jednego na pewno jest Ringo – ma pięć palców i puchowe bokobrody, jak przystało na rasę Faverolle.

Niniejszym witamy zatem w Stokrotce Erseta, Eliana i kurczaczki 🙂

2017 6
Lip
Wakacyjne kwa-kwa

Historia zaczyna się gdzieś w połowie maja. Zaczęły nam nawiewać dwie kaczki. Znajdowały się regularnie po drugiej stronie drogi w potoku i na łące. Okazało się wkrótce, że szukały chłopa… Po 2 tygodniach takich wycieczek naznosiły jajek i grzecznie na nich usiadły. Ponieważ kaczorka straciliśmy w zeszłym roku nic by z tego nie wyszło, ale… postanowiliśmy podłożyć jaja lęgowe. Przyszły kurierem. Musieliśmy poczekać, aż kaczki (bo obie siedziały) wyjdą zjeść, bo chciały człowieka zadziobać… I podmieniliśmy. Usiadły. I siedziały, siedziały, siedziały…

No i w krytycznym momencie wyjechaliśmy nad morze, a mostek przejęli Lilianna z Tomkiem, uprzedzeni, że zostaną rodzicami chrzestnymi. I tak się też stało 🙂 We środę, 28 czerwca, wykluło się pierwsze. A potem reszta, w ogólnej liczbie 6.

https://youtu.be/kJt0MH5RmqU

2017 5
Lip
Stokrotka na wakacjach

I, jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, zdarzyło się to powtórnie 🙂 Dzięki temu, że Lilianna i Tomek zgodzili się zaopiekować przez tydzień wszystkim co biega, lata i pływa, ma dwie albo cztery nogi (lub nie ma wcale…) wylądowaliśmy po całonocnej podróży ponownie nad Bałtykiem. W tym samym miejscu, za to w większej liczbie i z rowerkiem, który znaczącą zwiększył naszą mobilność.

W tym roku Bałtyk nie tylko przywitał nas wiatrem, ale w zasadzie wiało cały czas…

Co jednak nie przeszkadzało gonitwom plażowym 🙂

Korzystając ze zwiększonej mobilności wypożyczyliśmy rowery i wybraliśmy się na wycieczkę do Ekoparku Wschodniego (całe 15km w jedną stronę, ale najmniejszy rowerzysta nie miał problemów kondycyjnych)

Kolejne dni upłynęły pod znakiem pogody różnej – jak nie padało to wchodziliśmy (a przynajmniej niektórzy…) w bliższe kontakty z morzem:

Graliśmy też we frisbee i zaliczyliśmy oczywiście obowiązkową kolację przy zachodzącym słońcu.

A jeśli postanowiło padać, to odbywaliśmy wędrówki rowerowo-piesze…

Wybraliśmy się też plażą do Dźwirzyna – popatrzyliśmy na kitesurfing i załapaliśmy się na Festiwal Indii (dziewczyny mogły mieć zrobiony fachowy indyjski makijaż, ale zdecydowanie odmówiły…) oraz do Kołobrzegu – w zasadzie pospacerować.

Jak już padało tak, że nie dało się wyjść, skorzystaliśmy z okazji i nazbieranych przez Miśkę pokrzyw i zrobiliśmy pizzę:

I tak niepostrzeżenie upłynął tydzień i czas było się pożegnać… i z nową energią wrócić do Stokrotki, jako że nic-nie-robienie bardzo nas zmęczyło 🙂