2016 31
Lip
Innego końca świata nie będzie.

Piosenka o końcu świata

W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.
W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.
A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.
Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.

Czesław Miłosz

2016 29
Lip
Raz na wozie, raz pod wozem

Ogród się rozrasta – nie da się zaprzeczyć.

Pojawiły się pierwsze cukinie – hm, właściwie, co kilka dni zbieramy pierwsze cukinie… Brakuje już nam pomysłów na ich przyrządzanie, a z kolei im więcej młodych zerwiemy, tym rośliny więcej produkują nowych.

 

Od czasu do czasu zbieramy męskie kwiaty cukinii i dynii – kolejny raz napiszę, że koniecznie trzeba ich spróbować smażonych z cebulą!

Ponadto do zbioru nadają się już (i są jak najbardziej zbierane i zjadane)  fasolka szparowa, bób, groszek, cebula, pomidory…

Pomidory… Pomidory to szlag trafił. A raczej zaraza. Ubiegłe upalne lato pozwoliło nam na niewyobrażalny zbiór – po wczorajszych porządkach w ziemiance okazało się, że mamy jeszcze około 15 słoików z przecierem pomidorowym, a nawet 2 słoiki z ketchupem ze śliwkami (wysoce pożądany!). Gdyby to lato było chociaż ciepłe, to zachowalibyśmy ciągły dostęp do pomidorów. A tak? Mimo przykrywania pomidorów przed deszczem, mimo pryskania roztworami z gnojówki pokrzywowej, drożdży czy wywarem ze skrzypu, zaraza.

Oczywiście, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i mogliśmy zrobić wieeele przetworów z zielonych pomidorów. Aczkolwiek lepsze są jednak z czerwonych, których w tym roku nie uświadczymy. Wyniesioną lekcję przekujemy w … szklarnię dla pomidorów.

Na pocieszenie po pomidorach i kurach, pozostaje nam piękny ogród.

2016 28
Lip
Ringo (i) Starr

Nie zawsze w naszym świecie jest różowo. Czasem plon znika w objęciach zarazy, a czasem, jak teraz, kury w szczękach lisicy. Matyldę, który był w Jarkowie od początku (to jest 8 lat), porwał prawdopodobnie myszołów. Pozostałe koguty – Kurczaczka i Grzesia zabrała lisica, tak jak pozostałe 20-kilka kur.

Chcieliśmy koguta, który potrafiłby wybronić swoje stadko (młodych, powarsztatowych kurek), więc licząc na kupno bojownika, wybraliśmy się na targ ptasi do Týniště nad Orlicí w Czechach.

Kontynuując złą passę, nie spotkaliśmy żadnej z ras bojowych. Przywieźliśmy za to Ringo i Starra.

Panienka z okienka

Panienka z okienka

Młodsza kopia Matyldy

Młodsza kopia Matyldy

Ringo (i) Starr

Ringo (i) Starr

 

2016 26
Lip
Pizza z pieca

Który to już raz? 😉 Pomimo to zawsze gdy urodzi się pomysł pizzowego popołudnio-wieczoru wszyscy ulegają niezmiennej ekscytacji. Długotrwałe rozpalanie pieca, krojenie składników, przygotowywanie ciasta jest doskonałą okazją do spędzenia leniwego letniego popołudnia na długich konwersacjach okraszonych dobrym winem. Tym razem (jak zresztą w większości przypadków 😉 ) pretekstem była wizyta Gosi z Luccą…

P7181367

2016 25
Lip
Kuchnia letnia

Daaawno nic się na blogu nie pojawiło, ale to wcale nie znaczy, że wakacje upływają nam na nicnierobieniu 🙂 Wręcz przeciwnie, tyle projektów czeka w kolejce, że nie ma kiedy ich opisać… Zatem na pierwszy ogień kuchnia letnia, a konkretnie jej najważniejszy element czyli piekarnik  rakietowy.

Zasadę działania opisywałem już przy innej okazji, więc dokumentacja fotograficzna powinna wystarczyć 🙂

Na początek fundament i komora spalania. Niestety brak zdjęć z początkowych etapów, bo w ferworze walki po prostu zapomniałem.

Potem główna konstrukcja (+ przy okazji izolacja komina) z bloczków suporeksowych i komora piekarnika z płytek szamotowych.

I (przed)ostatni etap, czyli wmurowanie drzwiczek i przykrycie komory:

Czas na testy: zarówno syntetyczne jak i real-life 😉

Test

W tak zwanym międzyczasie powstała jeszcze dalsza część kuchni, czyli stół i zadaszenie:

Ostatni etap jeszcze przed nami, czyli izolacja komory piekarnika i otynkowanie całości. Ale piec już można 🙂

2016 7
Lip
Seaside Story

To the Sea, to the Sea! The white gulls are crying,
The wind is blowing, and the white foam is flying.
West, west away, the round sun is falling.
Grey ship, grey ship, do you hear them calling,
The voices of my people that have gone before me?

J.R.R. Tolkien, Lord of the Rings

Tak się jakoś złożyło, że stała się rzecz niezwykła i to my wybraliśmy się na aż tak długo i tak daleko.

Powitanie morza

Kolejnego dnia obudził nas deszcz, więc wyruszyliśmy do Kołobrzegu, gdzie czekała na nas latarnia morska:

Zaraz potem zajrzeliśmy do mysiej nory, czyli udaliśmy się do Miasta Myszy:

A później włóczyliśmy się brzegami morza, żeby ostatecznie wylądować w Muzeum Oręża Polskiego i obejrzeć statki od środka:

Widok na molo

A wieczorem czekał nas jeszcze zachód słońca na plaży:

Zachód

Oczywiście w kolejne dni morza, plaży, muszelek, zamków i innych atrakcji nie zabrakło:

Czasem pogoda zmieniała się gwałtownie; kto nie zdążył uciec przed deszczem schował się pod… łódką 🙂

A potem znów zamki:

Zamki od morza

A na zakończenie rejs statkiem „z Kołobrzegu do Kołobrzegu”…

… i pożegnanie z morzem:

Duże fale

Tydzień nas nie było, ale już jesteśmy! 🙂