2015 29
Gru
Stokrotkowe dynie vol. 1

Jak poradzić sobie z tymi wszystkimi dyniami? Przede wszystkim nie panikować i powoli zjadać.

Faszerowane pieczone dynie z autorką w tle.

Faszerowane pieczone dynie z autorką w tle.

Niebo w gębie!

Niebo w gębie!

Frytki z dynii!

Frytki z dynii!

Kotlety z Jadłonomii.

A do frytek kotlety z Jadłonomii.

A wyszedł pasztet pasternako-dyniowy! Palce lizać!

A wyszedł pasztet pasternako-dyniowy! Palce lizać!

 

2015 24
Gru
Co ma piernik do wiatraka?

Piernikowy zawrót głowy – jak to przed świętami.

Co ma piernik do wiatraka? Prosta droga! Piernik, mąka, młyn i wiatrak.

A za nonsensopedią – wiatrak może się zawsze spierniczyć ;).

Wesołych świąt!

 

Próbna choinka.

Wesołych świąt!

Wesołych świąt!

 

2015 23
Gru
Natto – kontratak sfermentowanej soi

Tempeh pojawiał się tutaj już wiele razy, jako że na stałe wszedł do naszego menu a nawet został jednym z dań wigilijnych. Możemy zatem od niego zacząć, przedstawiając nasz obecny inkubator do robienia tempehu. Grzałka akwariowa grzeje warstwę wody, która oprócz stabilizacji temperatury parując utrzymuje odpowiednią wilgotność:

Pokrojony czeka na smażenie

Jednak nie o tempehu ma być a o nattō. To również produkt fermentacji soji, tym razem przez Gram-dodatnią tlenową pałeczkę Bacillus subtilis var. natto. Nattō jest jednym z najbardziej specyficznych dań kuchni japońskiej. Jak to ładnie ujęli twórcy Wikipedii: „Jego charakterystyczny zapach i ciągnącą się, kleista konsystencja mogą sprawić odpychające wrażenie na osobach nieprzyzwyczajonych.” Reakcje europejczyków na nattō rzadko bywają euforyczne, ale nam smakuje. W końcu nie takie świństwa już jedliśmy 😉

Świeże natto dotarło do nas dzięki uprzejmości naszej przyjaciółki Gosi, która przywiozła je ze sobą prosto z Japonii (no może nie prosto, natto miało przesiadkę we Wrocławiu do samochodu Ady). Można było je zjeść i na tym zabawa by się skończyła, ale to nie dla nas 😉 Jest – trzeba rozmnożyć!

Przy produkcji natto jeszcze ważniejsza niż przy tempehu jest sterylność –  Bacillus subtilis rośnie znacznie słabiej i wolniej niż inne bakterie, zwłaszcza wszechobecne Lactobacillus. Jeśli dostaną się one do naszej hodowli to koniec 🙁 Bacillus nie dość, że wolniej się namnaża, to nie toleruje kwaśnego środowiska, w którym czują się one jak ryba w wodzie. Zwłaszcza w temperaturze optymalnej do hodowli natto, czyli 38-45°C…

A więc zaczynamy. Początek jak przy tempehu – moczymy soję, gotujemy (kwestia pozbycia się łup była już gdzieś poruszana przy okazji tempehu, my łuskamy suchą i odwiewamy) i jeszcze gorącą (a zatem sterylną) jak najszybciej mieszamy (odcedzone ale mokre! w wyparzonej misce wyparzoną łyżką!) ze świeżo rozpakowaną porcją natto (można zalać gorącą wodą i wstępnie rozmieszać).

Całość wrzucamy do wyparzonego podziurkowanego woreczka (jak na tempeh) i do jogurtownicy (z lekko uniesionym wieczkiem, tak żeby był dostęp tlenu). U nas temperatura akurat stabilizuje się na optymalnych 40  stopniach.

Nattownica :)

Po 24h natto jest w zasadzie gotowe. Dla uzyskania ciągnącej konsystencji powinno jeszcze dojrzewać w lodówce (u nas przez noc, może dłużej – nawet do 7 dni).

Natto po dojrzewaniu w lodówceGotowe natto

I gotowe, jemy 🙂 Tradycyjnie podaje się z posiekaną szalotką, musztardą i sosem sojowym. Dla uwolnienia charakterystycznego smaku i aromatu (tego niezbyt odpowiadającego europejczykom 😉 ) niezbędne jest porządne wymieszanie przed jedzeniem. U nas znikło szybko; w tej chwili robi się już kolejna tura 🙂

2015 22
Gru
Boże Narodzenie w ogródku

Święta za pasem. Wydawać by się mogło, że w ogrodzie niewiele do jedzenia o tej porze roku znajdziemy. A jednak…

Jarmuż

Jarmuż to akurat nic niezwykłego, zbieranie spod warstwy śniegu jest raczej normą, ale wciąż kwitnące brokuły już niekoniecznie 🙂

Brokuły

Buraki liściowe również utrzymują jeszcze formę produkcyjną:

Burak liściowy

Zaplątały się też gdzieniegdzie resztki korzeniowych: seler, pasternak, burak, cebula…

Zbiory

Ponieważ zapomniana cebula postanowiła wypuścić szczypior, powędrowała do skrzynki na okno:

Cebulki ze szczypiorkiem

2015 7
Gru
Wcisnęli nam kit

O kicie za chwilę, bo wypadałoby w porządku chronologicznym. A porządek jest taki, że stokrotkowa jadalnia (robiąca również za salę wykładową) zbyt długo obywała się bez kominka. Tak dłużej być nie mogło. Zaczęliśmy od remontu komina i zainstalowania wkładu (zdjęcia niestety są wyrywkowe, bo w ferworze walki nikt o nich nie pamiętał). Przy okazji straciłem sporo włosów, bo wkręciły mi się w młot udarowy kując dziury na wyczystkę i trójnik do czopucha…

Komin

Kominek (a właściwie wolnostojący piecyk na drewno) przyjechał jakiś czas wcześniej, kupiony gdzieś z odzysku na jakiejś Tablicy czy Allegro. Stał smętnie i czekał na podłączenie i dorobienie nóżek…

Wstępne przymiarki

Po pospawaniu, dokręceniu nóżek i wstępnym pasowaniu okazało się, że jedna rura jest za długa, a druga zbyt krótka. Należało zatem uciąć z jednej i dospawać do drugiej…

A potem już tylko zamontować…

Skoro zamontowane, to czas na testowe odpalenie:

Pali się

No i tu dochodzimy do nieszczęsnej kwestii kitu. W czasie testowego palenia pękła bowiem szyba:

Ogień

Rozkręcenie drzwiczek po wygaszeniu ujawniło, że ktoś przykleił uszczerbioną szybę „na sztywno” do drzwiczek (wciskając twardniejący kit między nią a drzwiczki), co ze względu na różną rozszerzalność cieplną szkła i stali spowodowało wiadomy efekt…

Usunięcie kitu zapobiegło dalszemu pękaniu, a szyba z malowiczym pęknięciem nie przeszkadza w korzystaniu z kojącego ciepełka 😉

Ciepło

2015 4
Gru
Buraczane mutanty

Co tu pisać? Wystarczy spojrzeć 🙂

Mutant

Pomimo, źe to już niby grudzień, ogród nie przestaje dostarczać nam jedzenia:

Zimowe zbiory

A na zakończenie finał zbioru orzechów – 60kg:

60kg orzechów