2015 18
Lis
Koniec zbiorów?

Kukurydza, dynia, fasola, pasternak, buraki i śliwki. Topinambur, marchewka, ziemniaki i czosnek. Jeżyny, maliny, cebula i zioła. Słonecznik, ogórecznik, jarmuż i brokuł. Ogórek… garniturek, czapka i sandały?

Jabłka. Na pewno jabłka.

Do wyboru do koloru.

Do wyboru do koloru.

Zjadane przez nas, Żywca i rozklikiwane koniom, przerabiane do słoików z myślą o zimowych szarlotkach i gorącej owsiance rano, czekające na planowany cydr jabłkowy.

A jabłka w słoikach, przeciery pomidorowe, keczupy śliwkowe, maliny, jeżyny, a nawet zeszłoroczne chutneye – to wszystko rozpycha ziemiankę i ugina półki. I piwo na dole, i wino porzeczkowe schowane z tyłu.

A na górze styropianowe pudła z piaskiem, burakami, marchewkami, topinamburem i pasternakiem.

A na koniec znak, że jesień już na dobre się rozgościła – Pimpuś pod dachem.

Przykład nieprawidłowego utrzymywania konia. Oddzielony od stada i samotny, niewychodzący na dwór, a na dodatek z nieograniczonym dostępem do jabłek obok, makucha lnianego pod i wysłodek buraczanych za!

Przykład nieprawidłowego utrzymywania konia. Oddzielony od stada i samotny, niewychodzący na dwór, a na dodatek z nieograniczonym dostępem do jabłek obok, makucha lnianego pod i wysłodek buraczanych za!

2015 4
Lis
Miejsce bez internetu

Jak pisałem ostatnio, utknęliśmy nieoczekiwanie na tydzień w tytułowym miejscu. Nie, nie tak zupełnie niespodziewanie – wyjazd w owo miejsce był jak najbardziej celowy. Podobnie jak ponad rok temu spotkaliśmy się bowiem w Parku w Grzegorzowicach na warsztatach kopytowych.

Niespodziewane było jedynie utknięcie… Początkowo nic nie zapowiadało nadchodzącego dramatu 😉 Droga przebiegała sprawnie, z kilkoma postojami w ładnych miejscach.

Aż tu nagle, po przejechaniu 400km i  30km przed osiągnięciem celu nasz pojazd odmówił posłuszeństwa. Na tyle skutecznie, że w Stajni w Parkui zabawiliśmy cały tydzień, choć to nie od razu stało się jasne.

Z pomocą dobrych dusz do Parku udało nam się dotrzeć porzuciwszy samochód gdzieś w Kielcach. Z wizją, że jednak w poniedziałek wracamy, rozpoczęliśmy weekendowe warsztaty (tzn. niektórzy się uczyli, a niektórzy byli skoncentrowani na paleniu liści 😉 ) wśród przepięknej jesieni…

Park

Oczywiście nie samą nauką człowiek żyje, był więc i czas na spacery, a wieczorami spotykaliśmy się przy kominku:

W poniedziałek okazało się, że nasze wakacje potrwają przynajmniej do środy, a najprawdopodobniej do czwartu. Mogliśmy więc oddać się bez reszty relaksowi: spacerom, oglądaniu kopyt, prowadzeniu jazd, robieniu jedzenia, pieczeniu, wieczornym rozmowom itp.

Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy. W czwartek wszystko było już naprawione i czas było opuścić Grzegorzowice… Dziękujemy Wam bardzo: Maju, Kubo i Danusiu, za ciepłe przyjęcie; na pewno jeszcze wrócimy, tym razem może bez konieczności psucia pojazdów 😉

P.S. Tam naprawdę nie ma internetu. Taki komórkowy jest w śladowych ilościach; tak śladowych, że nawet nie warto próbować go używać – frustracja gwarantowana.

P.S.S. Dziękuję Kubie za zdjęcia!

2015 2
Lis
Kukurydza i pasternak

Jesień głęboka, a więc koniec zbiorów już widać. Jako jedne z ostatnich prezentują się:

kukurydza:

Ręczne łuskanie po wysuszeniu usprawniliśmy łuskarką na korbkę:

Pasternak:

I na zakończenie topinambur:

TopinamburW dalszym ciągu zbieramy brokuły i jarmuż, które zdominowały jesienny krajobraz ogrodu:

Rabaty w październiku