2015 31
Paź
Szóstka pik

Znów prawie dwa tygodnie bez wpisów – utknęliśmy na tydzień  w miejscu bez internetu, ale to będzie musiało poczekać 🙂 Na razie zaległości.

Zdarzyło się Wam kiedyś być szóstką pik? Spokojnie, w miejscu bez internetu nic się nie stało z moją głową 🙂 Natomiast szóstką pik zostałem. Oto dowód:

Szóstka pikAle po kolei:

Jakiś czas temu dostaliśmy prośbę od firmy zajmującej się grami, Cube Factory of Ideas, o udostępnienie zdjęcia, na którym widnieje babka. Rzeczone zdjęcia zostały jakoś zauważone podczas lektury niniejszego bloga, a konkretnie wpisu  o naszych warsztatach koszenia. Zdjęcia oczywiście udostępniliśmy i wszyscy zapomnieli o całej sprawie. Tymczasem mniej więcej w zeszły czwartek dotarła przesyłka…

No ni ma!A w środku przesyłki miła niespodzianka w postaci podziękowań na pudełku i istrukcji:

I oczywiście karty, z tytułową szóstką pik 🙂

2015 15
Paź
Zielone pomidory

Dość silne przymrozki zdołały skutecznie wykończyć naszą plantację pomidorów. Na krzaczkach pozostało jednak jeszcze sporo owoców. Te, które rokują nadzieję, zostały wydelegowane do dojrzewania na jednym z „kurowych”  stołów w oborze lub powieszone „za korzenie” z całymi zmarzniętymi krzakami tworząc malownicze choinki…

Dojrzewalnia Choinka

Pozostałe kilkadziesiąt(?) kg trzeba było na coś przerobić. Tradycyjna sałatka z zielonych pomidorów znudziła się nam po jakichś 20 słoikach. Postanowiliśmy kilkanaście kg przerobić hurtowo na całkiem sympatycznie wyglądający półprodukt:

  • 2,5kg zielonych pomidorów
  • 2 ząbki czosnku
  • bazylia

Pomidory miksujemy – możnaby je rozgotować, a potem zblendować. Tak było w oryginalnym przepisie, ale trwałoby wieki. Nasza modyfikacja jest szybsza.

Jako, że wyszło tego ok. 15 litrów, postanowiliśmy zagotować całość w naszym kociołku:

Podstawą jest mieszanie…

Deszczyk pada, słonko świeci Baba Jaga zupę kleci...

Deszczyk pada, słonko świeci
Baba Jaga zupę kleci…

Po zagotowaniu (do rozciapania) z czosnkiem i bazylią czas na słoikowanie:

I gotowe!

Gotowe!

2015 7
Paź
Stoi na stacji lokomotywa

Ciężka, ogromna i pot z niej spływa –
Tłusta oliwa.

DSCF8272
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
Buch – jak gorąco!
Uch – jak gorąco!
Puff – jak gorąco!
Uff – jak gorąco!

DSCF8274
Już ledwo sapie, już ledwo zipie,
A jeszcze palacz węgiel w nią sypie.

DSCF8275
Wagony do niej podoczepiali
Wielkie i ciężkie, z żelaza, stali,

DSCF8278
I pełno ludzi w każdym wagonie,
A w jednym krowy, a w drugim konie,
A w trzecim siedzą same grubasy,
Siedzą i jedzą tłuste kiełbasy.

DSCF8280
A czwarty wagon pełen bananów,
A w piątym stoi sześć fortepianów,
W szóstym armata, o! jaka wielka!
Pod każdym kołem żelazna belka!
W siódmym dębowe stoły i szafy,
W ósmym słoń, niedźwiedź i dwie żyrafy,
W dziewiątym – same tuczone świnie,
W dziesiątym – kufry, paki i skrzynie,
A tych wagonów jest ze czterdzieści,
Sam nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.

Lecz choćby przyszło tysiąc atletów
I każdy zjadłby tysiąc kotletów,
I każdy nie wiem jak się natężał,
To nie udźwigną – taki to ciężar!

DSCF8283

Nagle – gwizd!
Nagle – świst!
Para – buch!
Koła – w ruch!

DSCF8286

Najpierw
powoli
jak żółw
ociężale
Ruszyła
maszyna
po szynach
ospale.

DSCF8291
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem,
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi.

DSCF8293

A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
Po torze, po torze, po torze, przez most,

wiad
Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las
I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas,
Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to,
Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,
Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,
Nie ciężka maszyna zziajana, zdyszana,
Lecz raszka, igraszka, zabawka blaszana.

A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
A co to to, co to to, kto to tak pcha?
Że pędzi, że wali, że bucha, buch-buch?
To para gorąca wprawiła to w ruch,
To para, co z kotła rurami do tłoków,
A tłoki kołami ruszają z dwóch boków
I gnają, i pchają, i pociąg się toczy,
Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy,,
I koła turkocą, i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!…

2015 3
Paź
Huitlacoche

Azteckie nazwy brzmią dla mnie zawsze jakoś mrocznie, tajemniczo i niezbyt dobrze. Sprawdźmy… Huitlacoche [wym. łitlakocze]  to „zhiszpańszczona” wersja słowa pochodzącego z azteckiego języka Nahuatl: cuitlacochi – „śpiące gówno”… Przeczucie mnie nie myliło, z nazwy dobrze to nie wygląda. Ale czym właściwe jest?

Nawet najbardziej ulewny deszcz padający na pole kukurydzy nie jest  w stanie zmoczyć nasion, siedzących w  swoich kolbach, bezpiecznie okrytych skafandrem pochew liściowych. Czasem jednak  zdarza się, że kropli wody udaje  się wtargnąć jakimś cudem do środka i staję  się ona pożywką  dla głowni kukurydzy, która jest pasożytniczym grzybem, rosnącym wewnątrz kolby.

Aztekowie nazywali go  cuitlacochi a we współczesnym meksyku znany jest jako huitlacoche albo nieco ładniej: El Oro Negro – Czarne Złoto. Bo jest nim w istocie: delikatnie zdejmowane z kolby grzyby dusi się z cebulką podobnie jak pieczarki; są cenionym rarytasem meksykańskiej kuchni, znanym czasem pod nazwą meksykańska trufla. Znali go też indianie Hopi, hodowcy naszej czarnej kukurydzy, pod nazwą nanha. Gotowali je na parze a następnie smażyli w maśle do chrupkości.

Do rozwoju wymaga specyficznych warunków: optymalnej dla rozwoju grzyba temperatury (26°C–34°C) i uszkodzenia roślin (np. przez szkodniki, grad). Oba te warunki na naszym „trzysiostrowym” polu zostały spełnione: upalne lato a wcześniej plaga ślimaków, które mocno uszkodziły młode kukurydze. Nic więc dziwnego, że niektóre kolby wyglądają tak:

Głownia kukurydzy

Po odpakowaniu widać pojedyncze owocniki:

Huitlacoche Głowni kukurydzy

No to czas na kulinaria; w ojczyźnie zarażona kukurydza jest wielokrotnie cenniejsza od niezarażonej…