2015 29
Wrz
W ogrodzie leśnym…

Czasem wystarczy poświęcić chwilę na zasadzenie, żeby później bez żadnej pracy cieszyć nagle odkrytymi owocami. Tak to jest w ogrodzie leśnym.

Sadzisz kaczkę i nagle masz sześć!

Po nagłej śmierci Hasza (wada serca?) ostały się Hera, Koka, LSD, a to stosunkowo mała armia do walki ze ślimakami. Dlatego skoczyliśmy do Czech i ostatecznie skończyliśmy z kolejnymi trzema sztukami.

Koka na pierwszym planie.

 

Oczywiście pojawił się problem z imionami – czy kontynuować tradycję narkotykową, czy skorzystać z nowego pomysłu? Zobaczymy…

Szyszki chmielowe suszą się jako dodatek do piwa lub do wykorzystania w postaci herbatki chmielowej dla płci męskiej, bo to obrzydliwie gorzkie jest.

Tegoryczny urodzaj jabłek dał się nam we znaki. Na zdjęciu ostatni wózek ściągany spod jabłoni, który zaczął właściwie sam już zjeżdżać…

Widok z drabiny przy jabłkobraniu.

 

I na koniec przypadkowy kot.

2015 23
Wrz
Buszując w zbożu

Buszując w zbożu (kukurydzy), szukaliśmy dyń – przyszedł czas na zbiór. Weszliśmy na pole z czarnymi myślami. Nasze dynie miały miesiąc opóźnienia – pierwsze sadzonki zmarzły w noc po posadzeniu do ziemi, a ponadto szturm ślimaków nieźle ponadgryzał kolejne. Spodziewaliśmy się więc znacznie mniejszego zbioru niż rok temu (około 380).

Na szczęście słoneczne dni nas uratowały (pomijam kwestie wynikającej z tego suszy) – mimo wcześniejszego zbioru niż rok temu naliczyliśmy około 350 sztuk! Małe nie zostały wliczone – kilkanaście zostało jeszcze w chaszczach dyniowych, wiele w całości zostało ukiszonych.

Mimo, że zdjęcia sugerują coś innego, nie tylko Duży Kuba zbierał te dynie ;).

 

Flota po pierwszym staciu.

Flota po pierwszym staciu.

I znów dynie rozpęzły się po pokoju:

Tymczasowy składzik

Tymczasowy składzik

A kwiaty to inna bajka...

A kwiaty to inna bajka…

Jeśli nie jedliście kwiatów dyni – żałujcie! My żałujemy, że zwlekaliśmy z tym do zbiorów. Męskie kwiaty (jak na zdjęciu) można zbierać przez cały okres wegetacji bez szkody dla produkcji owoców, jeśli będziemy pamiętać, żeby nie zbierać żeńskich kwiatów i zostawiać sporadycznie męskie (na przykład jeden na roślinie).

Przepis jest szybki i bajecznie smaczny. Usmażyć cebulę z kwiatami (wyjąć wcześniej pręciki), lekko posolić. Mają w sobie coś z grzybów, ale są delikatniejsze. Palce lizać.

2015 22
Wrz
Wykopki

Widzę, że wrzesień rekordowo ubogi we wpisy. Nic dziwnego, sytuacja zupełnie jak w kawale o Masztalskim, który biega po budowie tam i z powrotem z pustą taczką, a na uwagę majstra odpowiada: „Taki momy zapieprz, że nie mo czasu załadować.”

Poprawiam się zatem chwilowo: krótka relacja z wykopków. Jak może pamiętacie, ziemniaki sadziliśmy na warsztatach w majowy weekend metodą: gazeta, ziemniaki, stare siano + koński obornik, woda:

Ogółem wysadziliśmy ok. 15-20kg. Pomimo wybitnie niesprzyjających warunków (susza, która trwa właściwie do teraz) ziemniaki dały radę i nadszedł czas wykopków. Technika banalna, łatwa, prosta, przyjemna, bez żadnych narzędzi: rozgarnąć siano, wyjąć ziemniaki, wrzucić na taczkę:

Dama z Pyrą

Po zbiórce (w zasadzie grzebanie w sianie trudno nazwać wykopkami), czas na sortowanie (ziemniaczki małe, ziemniaczki duże, ziemniaczki uszkodzone) i ważenie. Ogółem zbiór wyniósł 190kg, jeszcze pozostały do zebrania czerwone ziemniaki węgierskie, które jako późniejsze jeszcze muszą poczekać.

Całość zbioru

Ponieważ w sortowaniu wyszło wiaderko uszkodzonych (nadjedzonych przez ślimaki), to od dziś na obiad codziennie ziemniaczki 🙂 A już niedługo DYNIE…

2015 13
Wrz
Kolej na przetwory!

Równolegle z odbywającą się późnoletnią serią warsztatów, w tak zwanym bardzo międzyczasie, tworzą się przetwory.

Na pierwszy ogień owocowy poszły śliwki, które z jednej strony (działki) są zarobaczone, a z drugiej całkiem ładne i w znaczącej ilości. Zostały przerobione nie tylko na powidła, ale też sukcesywnie wciąż i wciąż dodajemy je do pomidorów, ponieważ tworzą z nimi ładną parę w keczupach. Kiszonych śliwek w tym roku też nie zabrakło!

Korzystając z ładnej pogody pierwszą serię zrobiliśmy na dworze, z wędzonym posmakiem.

Z drugiej strony tarasu było ciut lżej.

Zupa śliwkowa.

I w 33 słoiki.

Co dwa-trzy dni porcja malinek zostaje zmiażdżona i zapasteryzowana. Zimą przydadzą się do porannej owsianki.

A jak jest chwila, to buraki liściowe idą na przerób. Już nie angażujemy pełni sił, jak w zeszłym roku. Nawet jarmuż poszedł się… kisić.

Pomidory nie na keczup i przecier spotyka los w zalewie octowej.

Obok siedziała Ingrid.

Obok siedziała Ingrid.

Przy malinach rosną miechunki – pierwszy zbiór został zjedzony, zostało tylko wspomnienie na tle czarnego bzu. Jeśli nigdy nie jedliście – poszukajcie i spróbujcie, niebo w gębie – różne smaki w jednym czasie.

Ze smutnych wieści susza wykończyła dynię makaronową, więc prawdopodobnie cały jej zbiór skończy się na wypełnionym dnie taczki. Na zdjęciu złapało się też kilka słoneczników, którym brak wody też dał w kość?… w łyko?

A na koniec możemy spać spokojnie, bo fasolki mamy co najmniej tyle (czyli co najmniej 800 sztuk), żeby w przyszłym roku było co wykiełkować, a zebraliśmy tylko część czyli już wyschnięte strąki.

Zdażył się biały ewenement!

Czas szykować się na jabłka, dynie, marchew, pasternak, buraki… Ech :).