2014 27
Gru
Bo to zima akurat

Choć serdaczek!Po podwórku chodzą kaczki,
Wszystkie bose nieboraczki,
A w dodatku nieodziane,
To są rzeczy niesłychane!

Choć serdaczek, choć kubraczek
Mógłby znaleźć się dla kaczek,
A na nogi – jakieś kapce,
A na głowy choć po czapce,

Bo to zima akurat,
Chwycił mróz i śnieg już spadł.

 

Hash i LSDPoszły kaczki do krawcowej:
„Chcemy mieć kubraczki nowe,
Zimno wszystkim nam szalenie,
Pani przyjmie zamówienie.

Lecz uwzględnić pani raczy,
Że to ma być fason kaczy.
Tu zakładka, a tu szlaczek,
To jest coś w sam raz dla kaczek,

Krój warszawski, bądź co bądź,
Zechce pani miarę zdjąć.”

Ale wpadły w pasję szewskąPotem kaczki na Królewskiej
Odszukały zakład szewski
I już pierwsza kaczka kwacze:
„Pan nam zrobi kapce kacze,

Takie małe, zgrabne kapce,
By na małej kaczej łapce
Należycie się trzymały
I na sprzączki zapinały.”

Odrzekł szewc, bo nie był leń:
„Zrobię kapce w jeden dzień.”

Już nazajutrz poszły kaczki
Do krawcowej po kubraczki
I po kapce na Królewską,
Nam za jajka nikt nie płaci!Ale wpadły w pasję szewską:

Szewc zażądał pięć tysięcy,
A krawcowa jeszcze więcej.
„Bez pieniędzy, drogie panie,
Dzisiaj nic się nie dostanie.

Zapytajcie zręsztą dam,
One to potwierdzą wam.”

Kaczki kwaczą i tłumaczą:
„Pieniądz nie jest rzeczą kaczą,
Żadna z nas się nie bogaci,
Nam za jajka nikt nie płaci.”

Ubrany tak jak wprzódAle na to szewc z krawcową
Powtórzyli słowo w słowo
To co przedtem: „Drogie panie,
Darmo nic się nie dostanie.”

Z tej przyczyny kaczy ród
Jest ubrany tak jak wprzód,
A tu zima akurat,
Chwycił mróz i śnieg już spadł.

 

Jan Brzechwa

2014 26
Gru
Kolędowy czas

Tak długo bez żadnego wpisu to chyba jeszcze nie było… Po przepełnionym wydarzeniami listopadzie przyszedł zupełnie niezimowy, tonący w błocie grudzień. I o czym tu pisać jak wszystko tonie w błocie? (Tak, wiem, mam zaległą opowieść o Trzech Siostrach… ale błoto nastraja depresyjnie i nic się nie chce)

W każdym razie wygląda na to, że z nastaniem Świąt zima powooooooli zaczyna sobie o nas przypominać. Ale Wigilia była całkowicie zupełnie niezimowa:

Skoro na dworze błoto, to czas do kuchni robić wigilijne potrawy. Tym razem całkowicie jarkowska (wszystkie składniki wyrosły w Stokrotkce) kombinacja z Trzech Sióstr:

  • kukurydza Hopi zmielona na … (no właśnie, na co? drobną śrutę, anglosasi nazywają to cormeal; nie jest to kaszka kukurydziana, bo sporo w tym bardzo drobnej mąki jak też większych kawałków) – 2 szklanki
  • średnia dynia Hokkaido, pokrojona w kostkę
  • fasolka Cherokee Trail of Tears – 1 szklanka namoczona na noc
  • 1/2 pora (zielone też!)
  • rozmaryn

Dynię gotujemy na parze na półmiękko, fasolkę w wodzie do miękkości. Teraz „ciasto” – zmieloną kukurydzę zalewamy 4 szklankami wody, dodajemy łyżeczkę soli (jedyny „niejarkowski” składnik) i na łaźni wodnej (w naszym przypadku metalowa miska na garnku z wodą) gotujemy do momentu kiedy zupka zacznie robić się sztywna 😉 co oznacza ok. 40-60 minut. W międzyczasie kroimy pora, podsmażamy na patelni z odrobiną rozmarynu, dodajemy dynię i fasolkę, smażymy chwilkę. Połowę „sztywnej zupki” rozsmarowujemy na natłuszczonej blaszce, na to wrzucamy dynię z fasolką i całą resztą po czym rozsmarowujemy na wierzchu resztę kukurydzy. Pieczemy 30 min w temperaturze 180 st.

(było super, znaczy należy wprowadzić do regularnego menu)

No a potem choinka…

Ale choinka!… i można świętować 🙂

Merry Christmas