2014 30
Lis
Stokrotkowe wosku lanie

Wczoraj, w wiglię św. Andrzeja, tradycyjnie sobie wróżyliśmy. Z wosku pszczelego lanego przez stary klucz. A co nam wyszło – zobaczcie sami…

Ale zanim – dla wprowadzenia nastroju (bo kolejne zdjęcia z błyskiem, żeby coś było widać)…

Nastrój

Przygotowania i sama operacja:

A teraz już to, co nam wyszło:

2014 11
Lis
Fields of corn

To chyba ostatni już „ogrodowy” wpis w tym roku. Poźna jesień nadeszła nieubłagalnie i nadszedł czas na zbiory ostatniej z Trzech Sióstr (wpis o całości będzie, obiecuję 🙂 ), czyli kukurydzy Blue Hopi.

Pole do zbioru

WIdać, że czas już na nią, bo coś się już pokusiło o skosztowanie 😉

Coś już jadłoA zatem – zbieramy!

Ciężarówka kukurydzy

Po zbiorach trzeba szybko obrać kolby i powiesić do doschnięcia. Blue Hopi jest tradycyjną odmianą mączną, a zatem ziarna muszą być naprawdę suche, żeby nie zatykały młynka i dobrze się przechowywały.

Kupa kukurydzy

To teraz trzeba powiesić do suszenia. Zajęliśmy wszystkie karnisze, wieszaki, grzejniki a nawet rury w kotłowni. Ale jakoś się zmieściło…

Trzecia kolba na roślinie była zazwyczaj niedojrzała, a więc poszła do kiszenia. Bardziej niedojrzałe w całości, mniej – na sałatkę kukurydziano-pomidorowo-cebulową (kisimy kukurydzę, sparzone i obrane pomidory i posiekaną cebulę w „sosie własnym” – po posoleniu puści sok). A obrane kolby wróciły użyźnić pole…

Kolby z obranych wracają na pole

2014 9
Lis
Niedzielny spacer

Pod górkę

Mistral

2014 8
Lis
Z lotu ptaka

Jakoś tak się składa, że kontynuujemy tematykę latania 🙂 Projekt sfilmowania i sfotografowania Rancho Stokrotka z góry pojawił się już wieki temu, ale ciągle czegoś nie udawało się zgrać. A to maszyna się popsuła, a to pilot nie mógł…

Tym razem w końcu się udało i dzięki uprzejmości Grzesia możemy podziwiać Stokrotkę z góry. Niestety jakość średnia, bo towarzyszyła nam mżawka. Mimo licznych zaklęć trwała cały dzień i obiektyw kamery kilkanaście sekund po starcie był już mokry…

Startujemy z ujeżdżalni. Najpierw przygotowania:

START!

Start!Chwilę po starcieA reszta już z góry…

A tutaj film z góry:

https://www.youtube.com/watch?v=cFD94xMfKbU

i wreszcie lądowanie:

Podejście do lądowaniaJuż na ziemi

Dziękujemy pilotowi! 🙂

2014 8
Lis
Latawcowa pogoda

Ostatnich parę dni to idealna latawcowa pogoda – wiało, słońce i ciepło. Czas więc wyciągnąć ukończonego już latawca i przygotować się do startu:

Okoliczne konie przyszły sprawdzić co się dzieje:

Co tu się dzieje?Próby naziemne nasz statek powietrzny przeszedł pomyślnie…

… a zatem czas na latanie. Niestety ciężko być jednocześnie pilotem latawca i fotografującym, więc dokumentacja jest uboga 😉

Latamy!W górzeMiękkie lądowanieA po lataniu jeszcze cienie na łące:

Cienie

2014 5
Lis
Greenhouse effect

Jak wiele historii, ta również zaczyna się dawno, dawno temu… Mniej więcej na początku sierpnia, kiedy to powstaje dziura w ziemi…

… pomyślana jako akumulator ciepła. Po osiągnięciu głębokości ok. 130cm (i licznych kłótniach o to, czy kobiety mogą kopać – niestety dokumentacja fotograficzna jest niekompletna) zaizolowaliśmy ją styrodurem od dołu i boków a następnie wypełniliśmy otoczakami zasypując w nich spiralę z podziurawionego plastikowego węża, który w przyszłości będzie dostarczał ciepłe powierze spod dachu szklarni nagrzewając nasz kamienny akumulator.

Następny etap prac, już wrześniowy, to konstrukcja fundamentu…

… i podłogi z cegieł:

Po uporaniu się z podłogą przyszła kolej na właściwą konstrukcję podtrzymującą ściany, a konkretnie przymocowanie belek do już istniejącej konstrukcji pergoli w taki sposób, żeby dały się łatwo zdemontować – wszak w lecie szklarnia potrzebna nie będzie, a tylko będzie przeszkadzać (dostęp do pieca!)

Tutaj następują jakieś 2 tygodnie przerwy, spowodowane warsztatami i koniecznością sprowadzenia materiału na ściany i dach. Kolejny etap prac, rozpoczynający się od skomplikowanego technicznie cięcia 6 metrowych płyt, to już październik…

Pierwsze cięcie

Po przycięciu pora na montaż. Oczywiście okazuje się, że zgodnie z prawem Murphy’ego każda rzecz przycięta na wymiar nie pasuje 😉

Jak widać dzielnie pracowali wszyscy, zwłaszcza że z bocznymi ścianami było znacznie więcej pracy – jakieś okno, jakieś drzwi, dziwny kształt…

Aż wreszcie z początkiem listopada główna konstrukcja została ukończona:

Całość od środka

I od zewnątrz

Wejście z zewnątrzPozostają jeszcze detale wykończeniowe – uszczelnienie, centralka wpompowująca ciepłe powietrze w nasz kamienny akumulator, pokrywa do tegoż, zaopatrzenie w wodę itp. Ale to można już spokojnie dłubać wewnątrz, pogoda nam nie straszna 🙂

I środek raz jeszcze