Kopyta w parku

Chyba sierpień to już jakaś tradycyjna pora wyjeżdżania daleko. Tym razem 10 godzin we wspaniałym autobusie PKS Kłodzko do Kielc mało mnie nie zabiło, uratowały mnie tylko „Sensacje XX wieku. Po II wojnie światowej”, które w postaci audiobooka dzielnie towarzyszyły mi przez całą drogę. Kulisy powstania radzieckiej bomby atomowej, walka o schedę po Stalinie w ZSRR czy wreszcie wojna w Korei wciągnęły mnie do tego stopnia, że obrażenia w postaci poskręcanego kręgosłupa ujawniły się w całej rozciągłości dopiero następnego dnia…

Ale w ogóle gdzie i po co? Tak się jakoś złożyło, że nieopatrznie zgodziłem się na poprowadzenie warsztatów kopytowych w odległych Grzegorzowicach. No i nastał obiecany sierpień, a skoro słowo się rzekło, to i kobyłka u płota. Znaczy jak na razie w samochodzie relacji Kielce-Grzegorzowice 😉

„Stajnia w Parku”. Faktycznie, podworski park z imponującymi, ponad 400 letnimi dębami robi wrażenie. Stajnia wkomponowana w niego wygląda jakby zawsze tam stała.

Następnego dnia rano po śniadaniu i zwiedzaniu…

… trzeba się było zabrać do pracy:

Tą panią strugamyA po zajęciach i zasianowaniu koni spacer i oglądanie włości:

A wieczorem przy winie i muzyce odkrywałem niezaprzeczalne zalety krzesła brazylijskiego:

Odpoczynek dla kręgosłupa

W niedzielę znów cały dzień wypełniony zajęciami, tym razem aż do zmroku; później jeszcze oglądanie kopyt wszystkich 12 koni, długie nocne rozmowy i krótki sen – bo o 5.30 czas wyruszyć do Kielc.

Kolejne 10 godzin w autobusie załatwiło mój kręgosłup szyjny do reszty, ale dzięki towarzyszom podróży dowiedziałem się, że to wszystko wina Tuska oraz tego, że ludzie nie kupują „Gazety Polskiej”…

Ale nie ma co narzekać; było bardzo miło, organizatorom dziękuję i polecam się na przyszłość – tylko coś trzeba zrobić z tym PKSem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *