Podróż podróżna

Znów tak jakoś wyszło, że udaliśmy się w podróż. Tym razem do samej stolicy – na zaproszenie Stowarzyszenia Studentów i Sympatyków Parelli Natural Horsemanship w Polsce zgodziłem się opowiadać o kopytach, a raczej o niektórych większych z nimi kłopotach.

Logistyka całego wyjazdu była mocno skomplikowana, tym bardziej że do ostatniej chwili wyjazd Ady wisiał na włosku, a po drodze musieliśmy jeszcze odwiedzić wrocławską przychodnię ze świnką Pi. Wszystko jednak udało się szczęśliwie poskładać i pomijając małe zgubienie się na drodze nr 14 (w wyniku czego wylądowaliśmy w Łasku) w piątkowy wieczór zameldowaliśmy się u Wydafcy w Piskórce:

Coś trza zjeść

Posileni pasztetem z cieciorki i piwem browaru Guiness i wąchając aromat piekącego się „na jutro” ciasta udaliśmy się na zasłużony spoczynek. Byłby on dłuższy gdyby nie zapomniany budzik nastawiony na jakąś nieludzką godzinę przez potomka Wydafcy…

A, byłbym zapomniał – prawie spaliliśmy wypasiony blender Wydafcy mieląc nim siano dla świnki. Siano postanowiło pozostać w stanie mało zmielonym, natomiast blender…

Rano ostatnie poprawki w prezentacji i zostajemy odtransportowani na pociąg do Śródmieścia…

45min i jesteśmy na miejscu. Właściwie tytuł tego wpisu powinien brzmieć Stranger in a Strange Land…

Stranger in a Strange Land

I w tym miejscu rozpoczyna się największa survivalowa przygoda dnia pt. „zaufaj nawigacji Google i spróbuj gdzieś dotrzeć w miejskiej dżungli mając całkiem przyzwoity zapas czasu”. Okazało się, że od ul. Chmielnej, gdzie mieliśmy się zjawić, oddziela nas jakieś monstrum pod nazwą Złote Tarasy. Cudem nie zgubiwszy się wewnątrz tego przybytku natrafiliśmy na następną przeszkodę nie do przebycia pod nazwą ulica Jana Pawła – najbliższe przejście dla pieszych jakieś 500m, a czas ucieka… W końcu ok. 15 minut przed godziną „0” naszym oczom ukazuje się tabliczka „ul. Chmielna”:

Chmielna... 100

Niewielki problem polega na tym, że jest to Chmielna 100, a my mamy dotrzeć na Chmielną 8. No nic, idziemy! Chmielna 102, 104, 106… coś jest nie tak…

Pytamy przechodzącą panią z pieskiem i… okazuje się, że Chmielna jest w kawałkach, a ten kawałek, który nas interesuje, jest dokładnie w przeciwną stronę: po tamtej stronie Złotych Tarasów, Pałacu Kultury i Bóg jeden wie czego jeszcze… Dzwonimy po pomoc!

Już wiemy, że się spóźnimy – i to sporo… Zostajemy pokierowani do tramwaju, który ma to nasze opóźnienie zredukować do minimum. I może by tak było, gdybyśmy nie zgubili się w przejściu podziemnym a potem nie odjechał nam tramwaj w trakcie drukowania biletów w automacie…

I jeszcze tramwaj zwiał...

W końcu z półgodzinnym opóźnieniem docieramy na miejsce, gdzie abstrakcyjna sytuacja posiadania ulicy w 2 oddalonych od siebie kawałkach zostaje nam wytłumaczona jasno i logicznie – „tak było przed wojną”. Komuna wprawdzie zrobiła z tym porządek, ale po jej upadku postanowiono wrócić do czasów sprzed wybudowania Pałacu Kultury. Pewnie celem uatrakcyjnienia nowo przybyłym wycieczki po mieście, gdyby chcieli przypadkiem trafić gdzieś na Chmielną…

Cała nasza eskapada wyglądała tak:

Survivalowa mapa

Na szczęście reszta przebiegła bez większych komplikacji – ponad cztery godziny wykładu z krótkimi przerwami, w trakcie których opowiadałem o ochwacie, syndromie trzeszczkowym i tym podobnych strasznych rzeczach. Do szczęśliwego końca dobrnęliśmy przed 16. Z Chmielnej porwał nas samochodem Wojtek (małżonek Wydafcy, „podróżna podróż”) prosto do Piskórki, gdzie po szybkiej obiadokolacji i zeżarciu CAŁEGO ciasta, które miało czelność pachnąć dnia poprzedniego, przyszedł czas na pożegnalne zdjęcia…

Pożegnalna fotka

… i wyruszamy. Bez przygód docieramy do Wrocławia koło północy. Nie mam siły jechać dalej o tej porze, zbyt męczący to był dzień. Nocuję u Ady i niedzielnym rankiem w strugach deszczu docieram do Jarkowa.

Jedna myśl nt. „Podróż podróżna

  1. Cieszymy się że pomimo całego zamieszania spowodowanego wybudowaniem rakiety w centrum Warszawy, trafiliście na właściwą stronę Ul. Chmielnej. Skondensowany zastrzyk znaczących informacji przyjął się bez odrzutów. Dziękujemy i mamy nadzieje, że będziemy mogli się spotkać w stolicy na kolejnym z waszych wykładów. W razie potrzeby dajcie wcześniej znać, z chęcią będziemy służyć jako przewodnicy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *